Poznajcie Daniela i Sebastiana ‒ ojca i syna trenujących wspólnie wymagającą dyscyplinę, jaką jest triatlon. Ciekawostką jest to, że starszy z tej pary ‒ tata Daniel, jeszcze niecałe dwa lata temu miał sporą nadwagę, bo przy 180 cm wzrostu ważył 106 kg. Dziś jego waga startowa to 72 kg! Na jego przykładzie widać, że wszystko jest możliwe!

Daniel, czy Twój syn wziął przykład z taty, czy może musiałeś namawiać go na treningi?

Daniel: Nie musiałem go do tego namawiać. Nigdy nie starałem się mu niczego narzucać, a jedynie pokazać szeroki wachlarz różnych sportów. Jeżeli nie miał ochoty lub dana dyscyplina mu nie leżała, jak np. piłka nożna czy judo, nie kazałem mu robić nic na siłę. Syn na przestrzeni lat spróbował sił w wielu dyscyplinach, przy jednych został krócej, przy innych dłużej. Najpierw ja go zapisywałem, a później już sam wybierał to, co go interesowało. Mam wrażenie, że szukał swojej ścieżki. Jeśli chodzi o bieganie i triatlon, to odkąd zacząłem trenować, Sebastian jeździł ze mną na każde zawody, żeby mnie wspierać oraz pomóc mi w czysto technicznych sprawach. Jestem przekonany, że obserwując starty moje oraz naszych znajomych, a także treningi i przygotowania tak mocno się w to wciągnął, że chyba sam nie zauważył, kiedy zaczął trenować i zaliczył pierwszy pięciokilometrowy bieg. Zmuszanie kogoś na siłę do treningu jest pozbawione sensu i nie przyniesie żadnych efektów, a może narobić więcej szkód. Pewnie zdarzają się wyjątki, ale nie popieram takich metod. Zawsze natomiast starałem się syna motywować i zachęcać do uprawiania sportu, regularności w treningach.

   

 

Daniel

Czy motywujecie i wspieracie się nawzajem, czy raczej jednak jeden z Was jest liderem teamu?

Daniel: To ciekawe pytanie. Oczywiście, że w jakiś sposób motywujemy się wzajemnie ‒ można by nawet powiedzieć, że na zawodach konkurujemy ze sobą. Staram się motywować syna na każdym kroku przy każdym treningu oraz przed każdymi zawodami. Sebastian natomiast motywuje mnie w nieco inny sposób niż ja jego, ale efekt jest podobny. Mam tu na myśli jego coraz większą siłę, szybkość lub fakt, że w pływaniu technicznie jest ode mnie lepszy. Czuję jego oddech na plecach, jak to się mówi. To daje mi moc i energię do jeszcze cięższych treningów. Zdaję sobie sprawę, że wcześniej czy później zacznie ze mną wygrywać, ale nie chcę, żeby przyszło mu to zbyt łatwo. Będzie się musiał bardzo napracować, żeby pokonać tatę.

 

Sebastian: Na pewno zarówno ja, jak i tata motywujemy się nawzajem, chociażby tym, że każdy z nas chciałby wygrać i robić coś lepiej od drugiego. To taka zdrowa, partnerska rywalizacja. To bardzo nas napędza. Trenujemy razem pływanie, rower czy bieganie, rywalizujemy też na każdym kroku, ale tak jest fajnie. Bez złości czy czegoś w tym rodzaju.

Przeczytaj również  Maraton Wigry – czy to najlepszy maraton w Polsce?
Sebastian

 

Czy trenujecie tak samo, czy może wspólnie, ale inaczej? 

Daniel: Trenujemy podobnie, ale nie tak samo. Mamy podobne cele jeśli chodzi o bieganie, a dokładnie dystans, ale ze względu na różnicę wieku i, co za tym idzie, nieco mniejszą wytrzymałość mojego syna nasze treningi nie są identyczne. Zdarza się nam np. wspólnie pobiegać w piątki od 10 do 15 km z kolegami z klubu, wspólnie trenujemy na sali w klubie Rajsport Active pod okiem Artura Kozłowskiego (stabilizacja, rozciąganie). Mamy wspólne długie wybiegania na dystansie między 20 a 30 km, ale w ich trakcie już wychodzą pewne różnice w wytrzymałości syna i mojej. Pewnie już za chwilkę będę musiał robić te treningi sam, bo mam trochę inne tempo. Wspólnie również jesteśmy na basenie, tyle że tu każdy robi swój trening na swoim torze. Pewnie za chwilę dojdą wspólne wyjazdy rowerem, ale na razie na trenażerze każdy trenuje indywidualnie zależnie od czasu i zaplanowanego treningu.

Czy nie macie czasem dość swojego towarzystwa?

Pewnie, czasem tak, ale nie zmienia to faktu, że trenujemy razem, wspieramy się, motywujemy i jesteśmy rodziną. Czasem sobie myślę, że mój syn ma bardziej dość mojego towarzystwa, ponieważ jestem dość wymagający oraz poukładany w treningu. Lubię też, gdy Sebastian systematycznie trenuje zgodnie z tym, co jest zaplanowane, i zwracam mu na to uwagę. On natomiast, jak to siedemnastolatek, ma czasami, delikatnie rzecz ujmując, luźny stosunek do treningów. Wydaje mu się, że jak odpuści sobie jeden trening, to nic wielkiego się nie stanie, a ja wiem, że to pierwszy krok do tego, żeby zniweczyć trud przygotowań z kilku miesięcy. Dlatego myślę, że czasem syn ma troszkę dość mojego towarzystwa i to pewnie bardziej niż ja jego.

A jak Wasze treningi się różnią?

Sebastian: Nasze treningi różnią się chociażby ze względu na dystanse, do jakich trenujemy w triatlonie. Ja z racji wieku mogę jedynie brać udział w sprintach i 1/8 IM (sprint to 750 m pływania, 20 km na rowerze i 5 km biegu, 1/8 IM czyli 1/8 dystansu IronMan to ok. 450 m pływania, 22,5 km jazdy na rowerze i 5,25 km biegania), a tata specjalizuje się w długich dystansach. Mam jeszcze mało doświadczenia w zawodach, a to one tak naprawdę mnie kręcą. Jak zaczną się starty, na pewno będę ciężej trenował, gdy zobaczę, że jednak nie jestem najszybszy, jak do niedawna mi się wydawało. Właściwie od tego zaczęło się moje trenowanie tak na poważnie, odwrotnie niż u większości ludzi ‒ zacząłem traktować to serio dopiero po pierwszym biegowym starcie, w którym braliśmy udział z tatą. Popełniłem tam kilka błędów i brakowało mi trochę siły, co mocno mnie zmotywowało do treningów.

Przeczytaj również  Bikepacking, czyli turystyka rowerowa na całego

 

na biezni
Sebastian i Daniel

W związku z tym, że triatlon to wymagająca dyscyplina, co poradzilibyście początkującym?

Daniel: To bardzo trudne pytanie. Triatlon to trudna dyscyplina sportu ‒ wymaga od każdego poświęcenia dużej ilości czasu na treningi i przygotowania. W moim przypadku wiązało się to z całkowitym przebudowaniem codziennego życia całej rodziny. Wszystko kręci się wokół treningów i zawodów. Co mogę polecić początkującym? Radzę im najpierw spróbować. Poukładać sobie treningi, zsynchronizować je z pracą i obowiązkami domowymi, potem połączyć trzy dyscypliny w jeden plan treningowy, a na pewno nie będą tego żałować. Proszę mi wierzyć ‒ chwile, w których będą kończyć kolejne dystanse (sprint,¼, ½ i pełen IM – pełen dystans IM, czyli Ironman to 3,8 km pływania w otwartych wodach, 180 km jazdy na rowerze i 42,195 km biegania. Dystanse ½ i ¼ to odpowiednio pomniejszony dystans pełnego IM), staną się jednymi z najpiękniejszych w ich życiu. Zawsze będą o tym rozmawiać ze znajomymi i rodziną, wspominać, jak udało się tego dokonać. To coś wyjątkowego i niepowtarzalnego. Warto podejmować wyzwania, stawiać sobie ambitne cele i je osiągać. To kształtuje nasze życie, to, kim jesteśmy.

Rady dla początkujących?

Ci, którzy biegają, pierwszy krok mają już za sobą. Rower ma i jeździ na nim prawie każdy, więc drugi krok też wykonany. Pozostaje kwestia pływania, ale to już naprawdę mały kroczek, by stać się triatlonistą. Jedno jest pewne: nie będą tego żałować.

Jakie są Wasze sportowe cele na 2017 rok?

Daniel: W sezonie 2017 są dwie najważniejsze imprezy, wokół których kręci się cykl moich przygotowań. Pierwsza to Poznań, 25 czerwca i triatlon na pełnym dystansie IM. Cel to osiągnięcie czasu między 9:30 a 10 godzin. To powinno dać mi miejsce na pudle w kategorii wiekowej, tyle że to ogromne wyzwanie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę mój poprzedni czas ‒ 11 godzin 28 minut. Nie jest to jednak niemożliwe. Powiem dosadniej ‒ jestem przekonany, że mi się uda. Kolejne zawody to IM Herbalife w Gdyni na dystansie ½ IM i tu również liczę na zwycięstwo w kategorii wiekowej. Moje przygotowania do tych startów tak naprawdę zaczęły się we wrześniu ubiegłego roku, kiedy ukończyłem poprzedniego IM. Dzień po zawodach, kiedy już chwilę odpocząłem, wiedziałem, że w kolejnych muszę osiągnąć czas poniżej 10 godzin i chcę wygrać. Właśnie wtedy zacząłem się do tego przygotowywać.

Przeczytaj również  Jak zacząć biegać? Poradnik biegania dla początkujących

Jak wyglądają Wasze przygotowania do zawodów? Na ile przed nimi zaczyna się bezpośrednia mobilizacja startowa?

Daniel: Trenuję po dwa‒trzy razy dziennie, siedem dni w tygodniu. Przerwy mam tylko na dzień‒dwa przed zawodami, które są tylko kolejnymi elementami treningu mającymi doprowadzić mnie do celu. Treningi biegowe mam pięć razy w tygodniu, treningi rowerowe również, do tego dwa‒trzy razy w tygodniu basen ‒ jeden trening wzmacniająco-stabilizacyjny oraz niezliczona ilość rozciągających i krótkich siłowych. To wszystko ma dać mi zwycięstwa w Poznaniu i Gdyni. Czy się uda? Głęboko w to wierzę. Zawody Triathlon in da House w Łodzi, które wygrałem w kategorii wiekowej, pokazały, że przygotowania idą w dobrą stronę.

 

 

Wasz przykład może zmotywować wiele rodzin do wspólnych treningów i startów. Co Wam dało dzielenie wspólnej pasji?

Daniel: Dla mnie przede wszystkim to możliwość przebywania z synem. Wiem, że sport sprawia, że jest bardziej poukładany, systematyczny i wzmacnia mu się charakter. Mam wrażenie, że dzięki wspólnym treningom i zainteresowaniom nie mam z nim problemów wychowawczych. Jest skupiony na nauce, trenowaniu i w jakiś sposób rywalizowaniu ze mną, co powoduje, że nie ma czasu na nudę, która jest wrogiem każdego młodego człowieka. Dzięki wspólnej pasji lepiej się znamy. Nie okłamujemy się i nie ściemniamy. Ja i tak wiem, kiedy on kłamie. (śmiech) Wspólna z synem sportowa pasja to jedna z najfajniejszy rzeczy, jaka mi się przytrafiła w życiu. Mam jeszcze jednego syna, Kubę, który ma dwa i pół roku. On również z nami trenuje. Znajomi się śmieją, że jest skazany na tri. Mam nadzieję, że i on kiedyś podzieli nasze zamiłowanie do sportu, a przede wszystkim do wspólnego, aktywnego spędzania czasu. W rodzinie siła i trzeba z nią spędzać dużo czasu.

Sebastian, czy wspólne treningi zbliżają Was do siebie?

Sebastian: Na pewno! Tata zawsze narzekał w trakcie podróży na wakacje, czy gdy odwoził mnie do szkoły, że z nim nie rozmawiam. Że nie mamy wspólnych tematów. Teraz jest zupełnie inaczej. Stała się rzecz trochę niesamowita, bo zawsze jest o czym pogadać. Albo ktoś z nas coś ciekawego znajdzie w Internecie o zawodach czy treningu lub usłyszy od kogoś innego jakąś ciekawostkę. Nawet piszemy do siebie na Messengerze, gdy coś ciekawego dzieje się w świecie triatlonu. Wspólnie spędzony czas i wspólna pasja to coś, czego chce każdy człowiek, który ma rodzinę. Tylko chyba nie każdy potrafi znaleźć na to sposób. Gdy zazwyczaj brakuje czasu na wszystko, a praca pochłania większość czasu, to doskonała metoda na bycie razem. To sposób na poznanie własnych dzieci, a dla dzieci ‒ możliwość poznania rodziców.

 

[optin-cat id=”100″]

Comments

comments

Comments

comments