Na co dzień możecie spotkać go w łódzkiej policji, na biegowych ścieżkach i w najlepszych burgerowniach w mieście. Przedstawiamy Wam dziś nowego Ambasadora GO Sport, Dominika Stanka, znanego jako Runoholic. Z rozmowie z GO Blogiem Dominik opowiada nam o tym, jak sport wywrócił jego życie do góry nogami.

GO Blog: Jesteś biegaczem amatorem, a ze sportu czerpiesz dużo radości. Co podoba Ci się w nim najbardziej?

Dominik Stanek: Bieganie od początku miało i wciąż ma ogromny wpływ na moje życie – obróciło je do góry nogami i zmieniło wszystko na lepsze. Pozwolę sobie zacytować słowa Marka Twaina, który napisał, że aby zerwać z nawykiem, trzeba wyrobić sobie inny, który go wymaże. Bieganie skutecznie zaspokaja mi głód wielu innych uzależnień, które nie zawsze były godne naśladowania. Właśnie ta pasja sprawiła, że pokochałem siebie, świat i poznałem masę świetnych osób, które przez wspólne wylewanie potów na treningach stały się moimi przyjaciółmi. Uzależniając się od biegania, zapragnąłem być nie tylko lepszym biegaczem, ale i człowiekiem, nieustannie podnosząc sobie poprzeczkę. W ogóle w bieganiu jest jakaś taka magia. Wystarczy, że zakładamy sportowe buty, dajemy się ponieść nogom, by momentalnie stać się szczęśliwym. Zaznaczę również, że bez przechodzenia na dietę udało mi się zrzucić ok. 20 kg.

   

 

Deklarujesz, że jedną z motywacji do biegania jest dla Ciebie… jedzenie. Co jest ulubionym daniem Runoholika?

Tak. Od zawsze lubiłem dobrze zjeść i to z tego powodu też zacząłem biegać. Początkowo, by schudnąć, dopiero z czasem zrozumiałem, że nie muszę trzymać się bardzo mocno diet, by czuć się dobrze w swoim ciele. Wymieniłem część produktów na ich zdrowsze odpowiedniki, co w połączeniu z regularnymi treningami zaowocowało zrzuceniem zbędnych kilogramów. Są jednak rzeczy, z których nigdy nie zrezygnuję – burgery! Taki mój kryptonit z wołowiny!

Przeczytaj również  #AmbasadorGOSport – Piotr Adamiec: żeby umieć wygrywać, trzeba umieć przegrywać

Czy w związku z tym przeliczasz kalorie, czy „na oko” starasz się trzymać zdrową sylwetkę?

Zawsze lubiłem się z matematyką, ale dzięki bieganiu mogę czasem przymknąć oko na liczbę kalorii. Gdy robię zakupy, patrzę na skład, by wybrać produkty jak najlepszej jakości i to w sumie tyle. Zachowuję w tym przede wszystkim zdrowy rozsądek. Jeśli mam ochotę coś zjeść, to po prostu to jem. Wiem, że po wszystkim będę musiał oddać to w pocie na treningu.

Ubiegły rok był dla ciebie ciężki ze względu na kontuzję. Co się stało i jak sobie z urazem poradziłeś?

Podczas zawodów Spartan Race na jednej z przeszkód doznałem urazu nogi. Początkowo miało to być skręcenie stawu skokowego, ale jak się okazało później, miałem odłamany fragment kości i jałową martwicę kości. Część lekarzy już wtedy stawiała na mnie kreskę i dawała jasno do zrozumienia, że biegowe buty powinienem schować do szafy, bo nie będą mi już więcej potrzebne. Zawsze byłem optymistą i taka opcja od początku nie wchodziła w grę. Służba nauczyła mnie, że ludzie zmagają się z dużo większymi problemami i wychodzą z tego zwycięsko, więc nie było możliwości, żeby odpuścić. Trafiłem w końcu w dobre ręce i zdecydowaliśmy się na zastrzyk czynnikami wzrostu. Po kolejnych miesiącach udało mi się wrócić do biegania. Najlepszym lekarstwem na kontuzję, gdy nie możemy robić tego, co kochamy, jest odkrycie nowej pasji, która skutecznie zapełni miejsce w sercu na czas rehabilitacji. Nauczyłem się również, że jako biegacze, owszem, jesteśmy najszczęśliwszymi ludźmi, ale nie jesteśmy niezniszczalni i do wielu rzeczy trzeba podchodzić z głową.


Poza bieganiem zająłeś się nordic walking. Masz z tego frajdę podobną do biegania?

Nordic walking to sport, który pojawił się u mnie dopiero podczas kontuzji. Lekarz zabronił biegać, ale nie potrafiłem usiedzieć w fotelu, dlatego zacząłem rozglądać się za innymi opcjami. Mówi się, że kiedy życie podcina ci skrzydła, trzeba nauczyć się latać na miotle. Moją okazały się kijki, na które dostałem od lekarza zielone światło i tak zaczęła się cała ta przygoda, która skutecznie wpływała na nastrój, powodując zaciesz od ucha do ucha. Kilkukrotnie udało mi się również stanąć na podium, co bardzo cieszyło i pokazywało, że treningi nie idą w las. Obecnie, pomimo powrotu do zdrowia i biegania, kijki wciąż są u mnie częstym gościem podczas treningów i zawodów. Odkryłem dzięki nim mięśnie, o których wcześniej nie miałem pojęcia, a 10 km z kijkami z uwagą przykładaną do techniki daje popalić mi bardziej niż zwykłe wybieganie.

Przeczytaj również  #AmbasadorGOSport - Patryk Kopeć: Badminton to najszybszy sport rakietowy świata

Jakie masz plany na przyszły rok, jeśli chodzi o bieganie i nordic walking?

Planów na przyszły rok jest bardzo wiele i jeszcze nie wszystko chciałbym zdradzać, więc podzielę się najważniejszymi trzema. Na pewno będzie to pokonanie dystansu maratońskiego, które przez kontuzję musiałem odłożyć w czasie. Dzięki wystartowaniu w biegu towarzyszącym na dystansie 10 km podczas ORLEN Warsaw Marathon uzależniłem się od endorfin! Obecnie nie widzę innego wyjścia, niż właśnie podczas tej imprezy przywitać się z magiczną liczbą 42,195 km! Uwielbiam swojego psiaka (Jimmy, King Charles Cavalier Spaniel), z którym wspólnie często trenujemy, więc na pewno wystartujemy również na Hard Dog Race. Jestem przygotowany na to, że przy niektórych przeszkodach będziemy jak Scooby Doo i Kudłaty! (śmiech) Ostatnim jest triatlon, a konkretniej ¼ ironmana [0,95 km pływania, 45 km jazdy rowerem i 10,55 km biegu – przyp. red.]


Poza tym wszystkim prowadzisz jeszcze bloga. Skąd w ogóle pomysł na jego założenie?

Tak jak wspomniałem na początku. Bieganie całkowicie zmieniło moje życie. Uzależniłem się od niego, od tej energii, która pojawiała się wraz z endorfinami. W pewnym momencie zaczęło jej być tyle, że zapragnąłem tym biegowym wirusem dzielić się szerzej niż na swoim prywatnym profilu. Tak powstała strona – Runoholic. Chyba nic nie daje takiego kopa do dalszej pracy jak wiadomości, że udało się kogoś zmotywować do działania!

 

Dominik, powodzenia zatem w realizacji planów i dziękujemy za rozmowę! A czytelnikom GO Bloga przypominamy, że Runoholika możemy śledzić na jego profilach w mediach społecznościowych: Facebooku, Instagramie oraz na jego blogu.

Comments

comments

Comments

comments