BMX, MTB czy jednak szosa? Trenażer – tak czy nie? Podjazdy czy jednak długie kilometry na płaskim? O różnych rowerowych zainteresowaniach, typach treningu oraz ulubionych miejscówkach na rower rozmawiamy z #Ambasadorem GO Sport Jakubem Haligowskim.

GO Blog: Pytanie podstawowe: dlaczego rower?

Jakub: Za dzieciaka trenowałem przez kilka lat piłkę nożną w Resovii Rzeszów, ale czułem, że to nie jest do końca to. W tym czasie jeździłem też czasem z tatą na wycieczki rowerowe. On miał sportową kolarzówkę, a ja przedkomunijnego BMX-a, na którym wyjazd pod każdą hopkę był nie lada wyczynem. Gdy miałem 13 lat, dzięki stypendium udało mi się kupić rower MTB, który miał służyć jeździe rekreacyjnej. Kilka miesięcy później w Rzeszowie odbywał się akurat wyścig Tour de Pologne i impreza mu towarzysząca dla dzieci. Postanowiłem spróbować swoich sił, jednak na 6. kilometrze trasy zaliczyłem dwa upadki i całe zmagania zakończyłem dopiero na 6. miejscu. Byłem trochę rozczarowany, ale wkręciłem się w ten sport. Zacząłem jeździć dłużej i dalej.

Jazda w peletonie: postawowe zasady

 

 

A dlaczego szosa, a nie góral?

Kilka lat jeździłem właśnie na wcześniej wspomnianym góralu, startowałem też w lokalnych zawodach MTB. Przyszedł jednak czas, gdy postanowiłem „dotrzymać koła” tacie, a to było możliwe chyba tylko na szosie. (śmiech) Pamiętam swoją pierwszą jazdę, to były zupełnie inne prędkości i zdecydowanie większa przyjemność z każdego pokonanego kilometra!

 

Deklarujesz, że uwielbiasz jazdę po górach, ale mieszkasz obecnie w Warszawie. Nie nudzisz się na płaskim jak stół Mazowszu? Gdzie najbardziej lubisz jeździć w okolicy Warszawy?

Jestem wagi lekkiej, a grawitacja bardzo lubi takie osoby w górach. Pochodzę z południa Polski, tam górek jest naprawdę sporo. Obecnie kariera zawodowa sprowadziła mnie do Warszawy, gdzie muszę szukać substytutów swoich ulubionych podjazdów. Jednak wszystko ma swoje dobre strony, mogę poćwiczyć jazdę na płaskim i wzmocnić wytrzymałość. W górach jazdy wyglądają bardzo interwałowo. Na podjeździe pracujemy ciężko, a na zjeździe odpoczywamy. Tutaj na płaskim trzeba kręcić właściwie bez przerwy. Już widzę pozytywy takich treningów w mojej dyspozycji wyścigowej. W okolicy Warszawy bardzo lubię jeździć po słynnych Gassach oraz w okolice Nieporętu i tamtejszego Zalewu Zegrzyńskiego.

Przeczytaj również  Kogo zabraknie w kadrze Polski na mistrzostwa świata do Rosji?

 

A sięgając szerzej? Jakie jest najfajniejsze miejsce, w którym jeździłeś w Polsce i poza nią?

Jest wiele miejsc, do których uwielbiam wracać pamięcią oraz ciałem. Kocham Bieszczady. Co roku w październiku organizujemy tam ze znajomymi takie symboliczne zakończenie sezonu. Bieszczady jesienią są niesamowite, a drogi puste. Myślę, że jeśli chodzi o zagranicę, to włoskie Dolomity to miejsce, które każdy kolarz pasjonat powinien odwiedzić przynajmniej raz w życiu. Ja miałem to szczęście, że byłem tam już dwa razy i sądzę, że nie były to moje ostatnie wizyty. Widoki o zachodzie słońca z Passo Sella… Na samą myśl o nich dostaję gęsiej skórki.

 

Jaki jest Twój stosunek do trenażera? Jesteś chory jak masz usiąść w domu na rowerze, czy po prostu robisz swoje?

Miniona zima była w tej kwestii dla mnie przełomowa. Do tej pory uważałem, że trenażer jest zupełnie niepotrzebnym narzędziem, a zimą też da się wykonać trening na świeżym powietrzu. I tak właściwie jest, z jednym małym problemem. Jeśli pracujemy 8 h dziennie i wracamy z pracy, gdy za oknem jest już ciemno, to sprawy się komplikują. Trenażer jest wtedy jedynym wyjściem w tej sytuacji. W dzisiejszych czasach są tak zwane trenażery smart, które możemy połączyć z aplikacjami treningowymi i kręcić w wirtualnej rzeczywistości. Jednak zimowe weekendy i tak staram się spędzać na świeżym powietrzu, o ile stan dróg i temperatura na to pozwalają.

 

Ulubiona i znienawidzona jednostka treningowa?

Najlepszy trening jest wtedy, gdy uda się wykonać cały zamierzony plan, a w nogach czuć, że można jeszcze. Każda jednostka treningowa jest trudna na swój sposób. Sprinty są krótkie, jednak trzeba wkładać w nie maksymalną moc. Z kolei powtórzenia dwudziestominutowe wykonujemy na niższej mocy, ale wydaje się, że dana jednostka ciągnie się w nieskończoność. Aby faktycznie „trenować”, trzeba mieć mocną psychikę i się nie zniechęcać. Bo przecież rower jest dla nas przyjemnością, dodatkiem, a nie narzędziem pracy. Raz trener rozpisał mi plan w stylu: 40 sekund full, 20 sekund odpoczynku… i tak sześć razy. Po czwartym powtórzeniu padłem bez sił na pobocze i nie podnosiłem się dobre pięć minut. Drugi raz nie próbowaliśmy już tego treningu. (śmiech)

 

Przeczytaj również  #AmbasadorGOSport Krzysztof Górka: W górach emocje są pełniejsze, a satysfakcja – większa

Jak wygląda Twój trening uzupełniający? Siłownia? Pływanie? A może tylko jeździsz?

W sezonie, czyli od kwietnia do września, jeżdżę właściwie tylko na rowerze szosowym. Sporadycznie wybiorę się na basen, a raczej do jacuzzi po jakimś cięższym treningu. Zimą natomiast chodzę na siłownię i staram się wzmacniać mięśnie osiowe po to, aby moc z pedałowania transferować w jak najbardziej efektywny sposób. Ponadto zimą, gdy spadnie trochę śniegu lubię wybrać się do lasu z moim MTB, gdyż wtedy w tych zaspach śnieżnych i na lekkim lodzie można bardzo fajnie poćwiczyć trzymanie równowagi oraz ponownie wzmocnić swoje mięśnie osiowe.

 

Jako amator odnosisz sukcesy w zawodach. Jakie masz długofalowe plany na siebie jako kolarza?

Przede wszystkim kolarstwo traktuję jako fajną odskocznię od życia codziennego. Jednak adrenalina, która towarzyszy zawodom kolarskim, jest dla mnie chyba uzależnieniem. Nie wyobrażam sobie nie wystartować w moich ulubionych wyścigach. Co roku upatruję sobie kilka startów, na których chciałbym się zaprezentować z bardzo dobrej strony. Marzeniem pozostaje podium na Górskich Szosowych Mistrzostwach Polski. Dotychczas dwa razy zajmowałem szóste miejsca w tej imprezie. Czas to zmienić! Ponadto marzy mi się start w zawodach poprzedzających belgijskie klasyki, np. Tour of Flandres dla amatorów.

   

 

A w krótszym terminie? Gdzie będzie Cię można spotkać w tym roku?

W czerwcu startuję w wyścigu etapowym na Podhalu – Nowy Targ Road Challenge, tydzień później są Mistrzostwa Polski Cyklosport w Górach Świętokrzyskich. W sierpniu z drużyną będziemy się starali odebrać to co nasze podczas Tour de Pologne Amatorów – czyli zwycięstwo drużynowe. Będę chciał też poprawić swoje 14. miejsce sprzed roku. A wrzesień to wcześniej wspomniane Górskie Szosowe Mistrzostwa Polski. W między czasie będzie też sporo innych startów w moich rodzinnych stronach oraz tutaj, na Mazowszu.

Przeczytaj również  #AmbasadorGOSport: Daniel Pietrzak – testy odzieży biegowej ASICS

Jakub, dziękujemy za rozmowę i życzymy udanych startów w sezonie 2019!

Comments

comments

Comments

comments