Choć biegał już wcześniej, to pełną miłością do tego sportu zapałał dopiero, gdy przeniósł swoją aktywność… na górskie szlaki. Autor bloga Z bieganiem mi do gór w rozmowie z GO Blogiem opowiada nam o tym, co mu daje bieganie w górach, jak dochodził do siebie po długiej kontuzji i skąd w ogóle się w tych górach wziął.

GO Blog: Twój Instagram to góry, góry i jeszcze raz góry. Sama nazwa konta też je zresztą zawiera. Skąd wzięła się Twoja miłość do gór?

Krzysztof: Może nie będę zbyt oryginalny, ale miłością do nich zaraził mnie tata. To właśnie on zabrał mnie pierwszy raz w góry i to z nim zdobyłem swój pierwszy szczyt, Babią Górę. Z perspektywy czasu to prawdziwa miłość od pierwszego wejścia. (śmiech) Miałem również to szczęście, że mój tata uwielbiał narty i przez kilka lat pracował na wyciągu w Rycerce. Wtedy każde ferie i większość zimowych weekendów spędzałem w górach i na stoku. Oczywiście, to uzależnienie trwa do dziś.

   

I tak trwa od dzieciństwa, czy miałeś przerwy jeśli chodzi o aktywność fizyczną i miłość do gór?

Nie będę ukrywał, że momenty były. (śmiech) Czasy szkoły średniej były, delikatnie mówiąc, ubogie w aktywność fizyczną. Narty sporadycznie, góry poszły w odstawkę, skupiałem się głównie na siłowni, oczywiście całkowicie amatorsko, bez ogólnopolskich sukcesów. To było moje ulubione zajęcie przez kolejne cztery lata. Czas pokazał, że nie były to lata stracone i wszystko to później zaprocentowało.

Mieszkasz gdzieś w pobliżu gór?

Mieszkam mniej więcej 20–30 km od Beskidu Śląskiego i Małego, tak więc szybka kawa na Szyndzielni, nawet przed pracą, wchodzi w grę. W alternatywie zawsze mam taras z widokiem na góry.

Co w bieganiu jest dla Ciebie najważniejsze?

Prawdę mówiąc, nie byłem jakimś fanatykiem biegania, sprawiało mi to przyjemność, taka mała odskocznia od codzienności. Wszystko się zmieniło dopiero, gdy zacząłem biegać po górach. To było naprawdę to! Pokonywanie w samotności kolejnych kilometrów, szczytów, wschody czy zachody słońca na szlaku. Te same cudowne doznania co przy chodzeniu, ale jednak gdy kosztuje nas to więcej wysiłku, to emocje i satysfakcja też są dużo większe. Już tak mam, że biegam głównie w samotności, czy lecę na trening do lasu, po mieście czy też w góry. Jurek Kukuczka ujął to kiedyś doskonale: „W samotności wszelkie odczucia są głębsze, inaczej odczuwa się góry. Wiem, że jestem tylko ja i one. (…) Czuję się cząstką tego ogromnego świata”.

Biegasz tylko dla frajdy, czy startujesz też w zawodach dla wyniku?

Obecnie głównie dla frajdy. Ścigałem się pięć lat, głównie w górach, ale były też i płaskie biegi. Współzawodnictwo naprawdę jest wspaniałe, zapewnia skrajne doznania – od złości do euforii. Do tego ten dreszczyk emocji przed startem, nowa życiówka i cała otoczka zawodów, to naprawdę uzależnia! Niestety kontuzja otworzyła mi trochę oczy i zmieniła moje podejście do biegania. Wbiegnięcie na Babią Górę w 40 minut czy kilka miejsc w drugiej czy trzeciej dziesiątce nie mogą być ciągle ważniejsze niż zdrowie. Oczywiście nie wykluczam jakichś startów, nie wykluczam nawet ultra, czas pokaże. (śmiech)

Przeczytaj również  5 cech udanej współpracy biegacza z trenerem

Skoro już wspomniałeś o kontuzji, opowiedz coś o tej niezbyt przyjemnej „przygodzie”.

Ciężki temat… Wszystko zaczęło się kilka dni po szczyrkowskiej Zadymie w 2018 r., na której zająłem 29. miejsce. Przenikliwy ból okolic pośladka promieniujący nawet ku stopie, klasyczna rwa kulszowa, tak przynajmniej myślałem. Niestety, późniejsza diagnoza okazała się jeszcze gorsza: wrodzone przesunięcie kręgów o 7 mm. Nie wyobrażałem sobie, że mogę już nie biegać, a co gorsza – nie biegać po górach. Po kilku miesiącach ćwiczeń, rehabilitacji i ogólnego oszczędzania ból jednak minął. Po sześciu miesiącach udało mi się wbiec na Pilsko i tradycyjnie w swoje urodziny wypić tam piwko.

Masz ulubione miejsca, trasy w górach?

Oj tak, pod tym względem jestem bardzo sentymentalny. (śmiech) Kocham Beskid Żywiecki i tam czuję się jak w domu. Babia Góra, ale przede wszystkim Wielka Racza i Rycerzowa. Każdą z tych gór odwiedziłem, już po kilkadziesiąt razy i praktycznie na wszystkie możliwe sposoby. Tatry, Gorce czy Pieniny też bardzo chętnie odwiedzam i wszędzie mam swoje ulubione ścieżki i miejsca.

A poza Polską? Jakie góry odwiedziłeś, a jakie chciałbyś odwiedzić?

Biegałem tylko w Tatrach Słowackich, więc tutaj wszystko przede mną. Sporo chodziłem czy jeździłem na nartach na Słowacji i w Czechach. Planuję w tym roku pojechać w Alpy Austriackie, pojeździć na rowerze i w końcu pośmigać na nartach po jakimś lodowcu. Plany są, jak tylko zdrowie dopisze, będę je wprowadzać w życie.

Comments

comments

Comments

comments