Ilu z nas marzy o tym, by rzucić swoje życie i oddać się pasji? Przeprowadzić się z miasta na wieś i odnaleźć upragniony spokój? Nasza Ambasador GO Sport Monika Kanikowska zmieniła miasto na góry w ledwie kilka dni. Jak to wspomina? Jak odnalazła swoją górską pasję? Gdzie udało się jej już być i jakich górskich aktywności spróbować? Mówi nam o tym wszystkim w rozmowie z GO Blogiem.

GO Blog: Jakie jest Twoje ulubione pasmo górskie? I czemu Dolomity?

Magda: Moja przygoda zaczęła się od Karkonoszy, dlatego mam największy sentyment do tego rejonu, chętnie tam powracam. Niedawno ujrzałam Dolomity i rzeczywiście skradły mi serce. Nigdy nie widziałam tak rozległego rejonu górskiego. Przeraziła mnie nawet liczba map i przewodników! Urzekła mnie strzelistość Dolomitów. Cała formacja skalna jest dla mnie niesamowita. Cudowne turkusowo- szmaragdowe jeziora, przepiękne wodospady, wąwozy – to wszystko sprawia, że człowiek nie chce wyjeżdżać. Kolejnym plusem jest mała liczba turystów, w porównaniu do Tatr, w które uciekam głównie jesienią i zimą.

 

Zaczynałaś jednak od innych gór, prawda?

Owszem, zaczynałam od niższych gór w Polsce. Często odwiedzałam Izery, Rudawy Janowickie i czeską stronę Karkonoszy. Bardzo dobrze kojarzą mi się Góry Izerskie, tam pierwszy raz jeździłam na biegówkach i jadłam najsmaczniejszego kurczaka w życiu w schronisku na Stogu Izerskim. Mam masę cudownych wspomnień z tej części gór. Pomimo tego, że teraz są już dla mnie za niskie.

„Rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady?” Ty rzuciłaś i pojechałaś do Zakopanego. Co robiłaś w Tatrach? Jak wspominasz ten rok na Podhalu?

Do tematu przeprowadzki w góry podchodziłam kilka razy. Jednak długo brakowało mi odwagi. Pracowałam wówczas w hotelu w Poznaniu, często zdarzało się, że jechałam w góry po nocnej zmianie, a wracałam na dniówki zaraz po podróży. Częste dojazdy w Tatry zaczęły mnie coraz bardziej męczyć. Nie mogłam usiedzieć na miejscu. Pamiętam, że pojechałam z przyjaciółką na cztery dni do Zakopanego. Miałyśmy zdobyć kilka szczytów, postanowiłam jednak przy okazji rozejrzeć się za pracą. Kupiłam „Tygodnik Podhalański”. W ciągu pół godziny oddzwonili do mnie w sprawie pracy. Zaproszono mnie na rozmowę. Akurat wtedy byłam na Świnicy, więc zeszłam szybko i pobiegłam do hotelu na rozmowę. Pracę dostałam. Nie spodziewałam się jednak takiego obrotu spraw. Wróciłam do Poznania i w ciągu kilku dni spakowałam walizki, kupiłam bilet na pociąg… i pojechałam. W Tatrach pracowałam na pełen etat w hotelu. Łączyłam to oczywiście z wędrówkami po Tatrach. Potrafiłam wyjść rano, zdobyć szczyt i wrócić na nocki. Jechałam tam również z celem poznania Słowacji. Udało mi się zwiedzić większość tego kraju. Jak wspominam ten rok spędzony w Tatrach? Była to niesamowicie ciężka przygoda, gdyż zderzyłam się z wieloma problemami oraz samotnością.

Przeczytaj również  Wakeboard – czy warto spróbować?

 

 

Czy Zakopane to dobre miasto do życia dla kogoś z zewnątrz?

Zakopane to niestety ciężkie miejsce do mieszkania na stałe. Brakowało mi mojej rodziny oraz przyjaciół. Zaczęłam tęsknić za całą „procedurą” podróży. Czyli planowaniem, jazdą pociągiem, dotarciem do miejsca noclegowego/schroniska. W takim mieście rotacja ludzi jest ogromna, ciężko nawiązać stałe relacje. Nabrałam sporego doświadczenia w górach, dały mi one nie raz do wiwatu. Halny również często dawał się we znaki. Takiej ilości śniegu dzień w dzień za oknem mojego pokoju nie zapomnę nigdy. Brakowało mi słońca! Większość ludzi myśli, że mieszkając w górach, będziemy mogli chodzić po nich cały czas. Niestety rzeczywistość wygląda nieco inaczej. Celem wyjazdu było odbycie kursu przewodnickiego. Miałam okazję wejść do środowiska zakopiańskiego i ujrzałam jak wygląda to od wewnątrz. Jeżeli nie jesteś prawdziwym góralem, nie masz rodziny o znanym nazwisku wśród przewodników, to raczej nie masz czego tam szukać. Byłam mimo wszystko mocno zdeterminowana, niestety zdrowie już nie pozwoliło na takie wyzwanie. Musiałam nauczyć się odpuszczać.

Wróciłaś po roku do Poznania. Trudno się było odnaleźć w płaskim mieście?

Wracając do Poznania z Zakopanego, płakałam straszliwie. Jakbym opuszczała cząstkę siebie. Musiałam długo sobie uświadamiać, że te moje góry nigdzie nie uciekną. Było mi bardzo przykro, że nie udało mi się osiągnąć mojego głównego celu. Dziwnie się czułam, będąc w Poznaniu przez pierwsze dni. Myślałam, że od gór będę musiała trochę odpocząć. Nic z tego, pojechałam w czeskie Karkonosze zaledwie dwa tygodnie po powrocie.

Ulubiony sposób spędzania czasu w górach? Trekking czy wspinanie? Co wolisz i dlaczego?

W górach cenię sobie spokój i brak nacisku na zdobycie np. danego szczytu. Lubię trekking, jednak nie lubię przesadzać z kilometrami. W górach chcę się skupiać na widokach, zdjęciach, spokoju, a nie na wyścigu z czasem. Chyba że chodzi o zmianę pogody, to inna para kaloszy. Trekking na razie jest mi bliższy niż wspinaczka, ponieważ trekkinguję od dłuższego czasu. We wspinaczce mam jeszcze dużo blokad psychicznych, które ciągle próbuję przełamać. Myślę, że w tej dziedzinie jeszcze sporo czasu musi minąć, zanim przestanę się tak stresować. We wspinaniu jednak jest uzależniająca adrenalina. To jedyny sport, podczas którego nie myślę o niczym innym.

Przeczytaj również  Siłownia dla początkujących – pamiętaj o tych zasadach

Via ferraty. Co jest w nich takiego fajnego i godnego polecenia?

Droga poprowadzona za wodospadami, prowadząca przez środek ściany w wąwozach, kanionach. Góry dzięki temu można ujrzeć z innej strony, poczuć adrenalinę, przełamać lęki, ale być przy tym jednocześnie asekurowanym. W tym temacie jestem dosyć świeża. Nie wybierałam ciężkich dróg, ponieważ mogłabym się nieźle przestraszyć. Wolę zaczynać od łagodniejszych ferrat. Z tych, które dotychczas przeszłam, najpiękniejsza jest ferrata Giovanni Barbara w Dolomitach, niedaleko Cortiny. Będąc pod wodospadem, nie chciałam się stamtąd ruszyć. Podziwiałam wytwory natury z tak bliska, że dech mi zapierało w piersi. Via ferraty mają to do siebie, że często prowadzą drogami bardzo eksponowanymi. Bez tak ubezpieczonej drogi, bez świadomości jakiejkolwiek asekuracji, nie wybrałabym się w takie rejony. Via Ferraty oferują wiele, o wiele więcej niż nasza słynna Orla Perć.

Gdybyś miała polecić jeden szlak w każdych górach, które do tej pory odwiedziłaś? Taki must see?

Myślę, że tym jednym, jedynym szlakiem byłby szlak prowadzący na Wielką Świstówkę na Słowacji. Wędrowałam wtedy nad Kieżmarski Staw jesienią i byłam zachwycona. Mam swój ulubiony słowacki napój – kofolę. Pamiętnej jesieni, właśnie z kofolą i książką spędziłam większość dnia w tamtym rejonie.

Poza chodzeniem po górach zajmujesz się też fotografią krajobrazową. Co w tym lubisz? Co Ci sprawia satysfakcję?

Nie wyobrażam sobie wyjazdu w góry bez aparatu. Raczej każdy mnie z tego zna. Lubię się bawić zdjęciami. Lubię robić zdjęcia, jak i na nich bywać. Uwielbiam tworzyć pamiątki z wyjazdów. Najlepiej w postaci wywołanych zdjęć, aby je potem uzupełniać w albumie. Chciałabym zrobić swoją fotoksiążkę z moimi perłami górskimi. Sprawia mi satysfakcję to, że mam dość dobry zmysł artystyczny i jestem kreatywna. Jestem potem dumna z siebie, że miałam pomysł na zdjęcie. Robię to tylko dla siebie, wiem, że mogę się jeszcze dokształcić w tej dziedzinie, by zdjęcia wychodziły jeszcze piękniej. Prowadzę swojego bloga, więc staram się, żeby to, co piszę, ukazać również w postaci zdjęć. Ludziom się to podoba, a i mnie to napędza do dalszego działania.

Przeczytaj również  #AmbasadorGOSport poszukiwany!

Plany na dalsze wyjazdy czy aktywności górskie? Co masz teraz na celowniku?

Na pewno chciałabym wejść głębiej w świat ferrat. Póki co czekają na mnie ferraty w Szwajcarii Saksońskiej. Planów mam dosyć sporo, jednak największym marzeniem jest wyjazd i trekking na Islandii. Chodzi mi to po głowie od dłuższego czasu. Zanim jednak uzbieram na to sprzęt oraz finanse, będę się dalej rozwijać i przełamywać lęki w polskich Sokolikach bądź na Jurze. Jeżeli się uda, zaplanowane mam Dolomity na jesień oraz Triglav na Słowenii. Oczywiście w międzyczasie zawitam kilka razy w Tatry, nie mogłabym odpuścić!

Magda, powodzenia! Baw się dobrze we Włoszech i na Słowenii! Dziękujemy za rozmowę!

 

 

 

 

 

Comments

comments

Comments

comments