Od tenisa stołowego do… biegania po górach. Pozornie dwie odległe dyscypliny, a jednak da się je połączyć. Jak? Przeczytajcie rozmowę z naszą nową #AmbasadorGOSport Martyną Moskwą.

 

   

GO Blog: Martyna, jesteś pracownikiem GO Sport. Gdzie pracujesz i czym się zajmujesz?

Martyna: W firmie GO Sport pracuję od ponad czterech lat. Zaczynałam w pierwszym otworzonym w Szczecinie sklepie w C.H. Ster na pół etatu jako sprzedawca na dziale tekstyliów. Nie lubię stać w miejscu, dlatego dążyłam do rozwoju, a GO Sport oferuje świetną ścieżkę kariery. Po dwóch latach przeszłam do nowo otwierającego się sklepu w centrum Szczecina, zaczynając już pracę na cały etat jako sprzedawca ekspert na tym samym dziale. W ramach poznawania innych działów przeniosłam się na dział kas. W tym czasie zostałam dodatkowo trenerem wewnętrznym technik sprzedaży. W tym roku dostałam szansę sprawdzenia się na stanowisku kierowniczym na dziale obuwie. Jak na razie chyba się sprawdzam. (śmiech)

Wiemy, że zaczynałaś od gry w tenisa stołowego. W powszechnej świadomości to dość prosta dyscyplina. Powiesz nam o tym coś zaskakującego?

Tak, zaczynałam od tenisa stołowego. ¾ mojego życia to gra w tenisa. Każdy myśli, że to banalnie prosta gra, a tak nie jest… Przewidzenie zagrania przeciwnika, odczytanie rotacji, ustawienie się na nogach, dostosowanie kąta rakietki i siły uderzenia, umiejscowienie zagrania w przemyślany taktycznie sposób i na to wszystko jest aż 0,4 sekundy. To zdecydowanie nie jest prosta gra. (śmiech) Oprócz koordynacji, zwinności w tenisie bardzo ważna jest kondycja. Przed każdym rozpoczęciem sezonu uczestniczyłam w dwóch obozach: kondycyjnym i technicznym. Dzięki temu zakochałam się w górach. Tatry – to tam rok w rok jeździłam, żeby szlifować kondycję. Codzienne wyprawy na górskie szlaki obejmowały kilkugodzinne wspinaczki, zbiegi, podbiegi.

Kiedy pierwszy raz zetknęłaś się z górami? 

Na pierwszy swój obóz kondycyjny pojechałam w wieku ośmiu lat i to wtedy pierwszy raz zetknęłam się z górami. Od tamtej pory każde wakacje, urlop, wolną chwilę spędzam właśnie tam.

Przeczytaj również  Mata turystyczna – jaka sprawdzi się najlepiej?

Dlaczego tak lubisz wracać w Tatry? Co w nich znajdujesz? I nie przeszkadzają Ci tłumy ludzi? (śmiech)

W Tatrach znajduję wszystko to, na co brakuje mi czasu w życiu codziennym, czyli wyciszenie, spokój. Ale nie tylko, lubię tam wracać po zastrzyk adrenaliny, po odkrywanie nowych szlaków i wspaniałych miejsc. Uwielbiam zdobywać szczyty, a Tatry mają to wszystko w sobie. Tłumy ludzi raczej można spotkać, ale na Krupówkach. Ja tam udaję się tylko wieczorem, żeby dobrze zjeść i trochę się zregenerować. Co zaskoczyło mnie, gdy jako dziecko wędrowałam po szlakach? Mówienie przechodniom ,,dzień dobry” i ,,cześć”, uśmiech ludzi, nieznajomych ludzi od ucha do ucha. Dlatego też lubię tam wracać, bo wędrówka pośród pięknych widoków może sprawiać tyle radości. (śmiech)

Czy nadal grasz w tenisa stołowego? 

Nie, po 16 latach zakończyłam karierę, ale jeszcze grywam okazjonalnie. Tenis zawsze będzie ważny w moim życiu, w końcu dzięki niemu poznałam wspaniałych ludzi oraz pokochałam góry. (śmiech) W międzyczasie zaczęłam szukać czegoś innego i tak zaczęła się moja przygoda z bieganiem. Szukałam sportu bardziej indywidualnego, gdzie trening mogę zrobić sama o każdej porze dnia. Dodatkowo bieganie sprawia mi dużo radości, a o to w życiu chodzi, żeby robić to, co się kocha. Biegam, bo chcę zarażać tym innych, pokazywać, jaki to piękny sport.

Wolisz bieganie po asfalcie i na płaskim czy ciągnie Cię np. do lasu?

Nie mogę tego sprecyzować. W każdym biegu po różnej nawierzchni znajduję coś, co mnie pociąga. Asfalt – tam mogę rozwijać prędkość i podbijać swoje życiówki, a las daje mi wolność, możliwość odetchnięcia pełną piersią. Podziwianie natury i – co tu ukrywać – bardziej dostaję w kość na takich treningach, ale dzięki niemu szybciej robię postępy, a forma rośnie. (śmiech)

 

 

Co dla Ciebie było dotychczas najważniejszym doświadczeniem biegowym? 

Odpowiedź może być tylko jedna! (śmiech) Udział w największym maratonie na świecie – New York City Marathon. Biec wśród 70 tys. biegaczy to uczucie nie do opisania. Natomiast przekroczenie mety to wielka radość, łzy szczęścia i świadomość, że nie ma rzeczy niemożliwych w życiu. Teraz to wiem, że o czym tylko zamarzę, to jestem w stanie to spełnić, wystarczy wstać i działać.

Przeczytaj również  Nie tylko bieg na orientację, czyli po co nam kompas i mapa?

A jakie masz plany związane z bieganiem?

Planów biegowych mam wiele. Tak naprawdę nie mogę usiedzieć na miejscu i w ciągu minuty przelatuje mi przez głowę milion pomysłów. Ostatnio zdecydowałam się, że w przyszłym roku chciałabym spróbować swoich sił w poważnym biegu górskim. I tak padło na Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich. Cała impreza odbywa się w Lądku Zdrój na siedmiu dystansach – najkrótszy ma 10 km i niecałe 400 m przewyższenia po najdłuższy, który ma 240 km oraz prawie 1200 m przewyższenia. Na dziś celuję w Złoty Półmaraton (21 km i 440 m), choć mam przed sobą jeszcze cały rok przygotowań, więc może pokuszę się o maraton (42 km i 535 m). Cel jest ambitny, z górami nie ma żartów, więc dobre przygotowanie, wiara we własne możliwości i na pewno się uda.

   

Powodzenia, Martyna! Trzymamy kciuki, żeby się wszystko udało.

Comments

comments

Comments

comments