Kolarstwo to pasja naszego nowego #AmbasadorGOSport. Zarówno to w wydaniu górskim, jak i szosowym. O tym, jak zakochał się w dwóch kółkach, co robi na co dzień, by być lepszym kolarzem, kto jest jego kolarskim idolem oraz o ulubionych kierunkach wyjazdów na rower rozmawiamy z Mateuszem Małkowskim.

GO Blog: Kiedy pojawił się w Twoim życiu rower i jak stał się pasją?

Mateusz: Wszystko zaczęło się jeszcze, jak byłem mały. Mój pierwszy rower to był BMX, mam go do dziś. Wtedy też były pierwsze skoki, jazda po skate parkach. Nie obyło się oczywiście bez kontuzji, włącznie ze złamanym nadgarstkiem. Moim kolejnym rowerem był góral. Spodobało mi się jeżdżenie po lasach, szybkie leśne zjazdy, ostre zakręty, przede wszystkim prędkość i adrenalina. Już wiedziałem, że to jest TO!

 

Jeździłem codziennie, nigdy się nie nudziłem. Zawsze nowe trasy, inne rejony, nowe ścieżki… Wkręciłem się na maksa! Pewnego dnia postanowiłem wystartować w pierwszych zawodach MTB. Namówił mnie do tego starszy kuzyn, razem jeździliśmy na zawody, dawał cenne wskazówki. Nie obyło się bez wypadków, otarć czy złamań. Lekko nie było…

Jak przygotowujesz się do jazdy? Ograniczasz się do treningów rowerowych, czy wykonujesz jakieś treningi ogólnorozwojowe?

Do każdej wymagającej jazdy trzeba się odpowiednio przygotować. Nie mam tu na myśli samej rozgrzewki, rozciągania, przysiadów czy skłonów. Trenować trzeba przez długi czas, mój sezon trwa cały rok. Od stycznia codziennie dwugodzinna siłownia, spinning, trening obwodowy, ciężary, trening równowagi, bieżnia, trening interwałowy. Zimą lubię czasami wskoczyć na MTB, szybkie przejażdżki po śniegu, śliskie zjazdy w lesie – jednym słowem skupienie i adrenalina! W tym okresie jeżdżę też dużo na nartach, więc nogi są cały czas w ruchu.

Czy w Twoje przygotowanie do startów kolarskich wchodzi też dieta? Jak się odżywiasz?

Jeśli chcemy podejść profesjonalnie do kolarstwa, oczywiście same treningi nie wystarczą. Bez specjalnej, indywidualnej diety oczekiwanych efektów nie uzyskamy. Sam jestem pod ścisłą kontrolą dietetyka, cały jadłospis mam dobrany indywidualnie i odpowiednio zbilansowany. Kładę ogromny nacisk na węglowodany i białko. Podczas jednego treningu spalam mniej więcej 1800–2000 kilokalorii. Moja dieta opiera się głównie na takich produktach jak: makaron, ryż, kasza, kurczak, orzechy, jajka, ciemne pieczywo, ryby, wołowina. Nie obędzie się też bez dodatkowych witamin, żeli i moich ulubionych bananów.

Przeczytaj również  Ciekawe triki treningowe o których mało kto słyszał

Jeździsz zarówno na szosie, jak i MTB. Czy możesz powiedzieć, co lubisz w jednym, a co w drugim? A jak się te rodzaje jazdy na rowerze różnią?

Każdy styl kolarstwa jest inny. Jeśli chodzi o MTB, najlepsza zabawa jest na leśnych ścieżkach pełnych singli, stromych zjazdach czy zakrętach. Swoją rolę odgrywa też urozmaicenie terenu, prędkość między drzewami i adrenalina. Na szosie też się nie nudzę. Najlepszym atutem jest prędkość. Kilometry pokonywane średnio 40 km/h to sama przyjemność! Nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy, jak pokonywanie choćby tych 50 km może być różne. Inna pozycja ciała, prędkość, aerodynamika, technika jazdy. Warto jest w życiu spróbować obu stylów jazdy.

Masz jakichś idoli kolarskich? Jeśli tak, to są to kolarze górscy czy szosowi? Peter Sagan też zaczynał od MTB!

Sagan… strzał w dziesiątkę! Na mojej półce leży jego książka, która jest przepełniona historiami, wzlotami, upadkami, drogą do sukcesu. Jest moim największym idolem. W świetny sposób pokazuje, jak wygląda od środka peleton, jak rywalizował z naszym rodakiem – Michałem Kwiatkowskim. Najbardziej jednak go cenię za to, że w całej tej pogoni za kolejnymi zwycięstwami udało mu się pozostać normalnym i wyluzowanym człowiekiem. Utkwiło mi w pamięci jedno z jego słów: „Każdego dnia żyj pełnią życia. Nie dlatego, że jesteśmy niezniszczalni, ale właśnie dlatego, że niezniszczalni nie jesteśmy. Bądźmy dla siebie dobrzy, dbajmy o siebie nawzajem i żyjmy pełnią życia”. I jak go tu nie uwielbiać?

 

 

Zdradź nam swoje ulubione miejsca do jazdy na szosie i ulubione miejsca pod MTB.

Mieszkam na Śląsku, niedaleko gór, niecała godzina drogi i jestem w pięknym Ustroniu czy Wiśle. Pod MTB każdy wypad w góry jest super, podjazdy pod Równicę, ciekawa trasa na Trzy Kopce Wiślańskie, szybkie zjazdy do Brennej. Jest też fajne miejsce w Bielsku Białej – Enduro Trials, gdzie trasy są specjalnie przygotowane pod każdy poziom trudności. Można też wyskoczyć do Czech np. na Rychlebskie Ścieżki. Na szosie jeżdżę praktycznie wszędzie. Wypad do Wisły, pętla na Zameczek, Kubalonkę i z powrotem do domu. Często wybieram także kierunek na Żywiec na górę Żar. Praktycznie co piątek wybieram się do Czech, gdzie są fajne równe drogi i ciekawe miejsca, a przy tym mały ruch.

Przeczytaj również  Witaj, szkoło?

Czym zajmujesz się na co dzień, jak łączysz to z kolarstwem? Możesz powiedzieć coś więcej na temat poświęceń i wyrzeczeń, których wymaga Twoja kolarska pasja?

Pracuję w dużej firmie specjalizującej się w produkcji urządzeń termostatycznych. Poza działalnością produkcyjno-handlową, firma prowadzi również profesjonalną działalność doradczą w zakresie doboru, prawidłowej eksploatacji i konserwacji aparatury kontrolno-pomiarowej. Pracuję na cały etat, więc czas na rower znajduję po południu lub w weekendy. Kolarstwo jest moją największą pasją, ale trzeba też włożyć w to trochę czasu i zaangażowania. Dużo godzin spędzonych na siłowni, treningi, wyjazdy, czy ustawki z kolegami. Większość czasu jestem w trasie, poza domem. Jeśli wyjeżdżam gdzieś na weekend bądź wakacje, zawsze w głowie jest pomysł, żeby zabrać ze sobą rower. Dieta to podstawa, ale wiadomo – czasami trzeba też złamać parę zasad. (śmiech) Oczywiście nie obyłoby się bez wyrozumiałości mojej narzeczonej. Zawsze mnie we wszystkim wspiera i staram się ją także zarazić pasją do roweru. Jest ze mną na każdych zawodach i głośno kibicuje.

Co Cię motywuje? Jaki wpływ na to ma fakt, że tak szybko od zmiany roweru na szosę zacząłeś wygrywać w zawodach?

Przez większość mojej przygody z rowerem jeździłem na MTB, a jak wiadomo, na MTB siła i kadencja to kluczowa rzecz. Może to spowodowało, że na szosie nie czuję takiego zmęczenia i wszystko przekłada się na dobry wynik. Zacząłem też inaczej się do tego przygotowywać – inny trening, inna dieta. Ogromnie motywuje mnie pokonywanie samego siebie. Coraz bardziej podnoszę sobie poprzeczkę, zaczynałem od przejechania 100 km, teraz jestem w stanie zrobić jednego dnia 300 km. Gdy podczas zawodów czuję już osłabienie i niechęć, przypominam sobie inne ciężkie chwile i wiem, że jestem w stanie dojechać do mety. Uczestnictwo w zawodach strasznie wciąga. Chce się więcej i więcej. Gdy pierwszy raz stanąłem na podium, to od razu wiedziałem, że na tym nie poprzestanę. Uwielbiam rywalizację, więc zawody to jest coś, w czym czuję się jak ryba w wodzie.

Przeczytaj również  #AmbasadorGOSport Roman Kotormus: Najważniejsze, by jak najwięcej jeździć na rolkach, postępy przyjdą same

Masz piękne zdjęcia na Instagramie! Bardzo spójny profil pasjonata rowerowego. Jakieś patenty na wykonywanie zdjęć na rowerze?

Dzięki! Na każdy wyjazd na trening czy wyprawę rowerową zabieram sprzęt fotograficzny, tj. aparat i kamerkę Go Pro. Ci, którzy mnie obserwują na Instagramie/Facebooku, wiedzą, że każdy wyjazd muszę upamiętnić zdjęciem, a nawet serią zdjęć. Moje wycieczki są prawie codziennie, więc jest co oglądać. Jestem pewien, że każdy znajdzie coś dla siebie. Pomysł na ciekawe ujęcia wychodzi sam z siebie, grunt to dobre światło i wizja fotograficzna.

Co do tej pory wspominasz najmilej?

Wyprawa wokół Tatr to piękna sprawa. Widoki i tereny– bajka! Choć czasami były podjazdy po 20–30 km, nogi już piekły, dopadał kryzys, ale gdy się wjechało na szczyt, to potem już tylko w dół. Zjazdy z prędkością 90 km na godzinę po górskich serpentynach i widoki nie do opisania. Pełno zakręconych kolarzy po drodze, słynna ściana Gliczarów, Bukowina Tatrzańska, Ząb. Ach, żeby tam wrócić! Nachylenie 15, 18, a nawet 23% robi swoje. Polecam każdemu wypad na parę dni. Można poznać Tatry z innej strony niż tylko chodzenie po szczytach. Moim zdaniem najpiękniejsze miejsca są te, które sami odkryjemy. Warto się czasem wyrwać z tętniących życiem atrakcji turystycznych, by znaleźć swoje, niedocenione i piękne zakątki świata.

   

Czy możesz zdradzić, gdzie będzie można kibicować Ci w dalszej części sezonu?

Kolejny wyścig, który planuję, to Tour De Rybnik – oczywiście szosa. Jeśli plany się nie zmienią, to melduję się w pełnej gotowości na starcie. W późniejszym czasie mam w planach ściganie na MTB w górach, później znów wsiadam na szosę. Na pewno pojawię się jeszcze na niejednym starcie. Plany są ambitne, ale żeby nie zapeszać nie będę zdradzał wszystkich szczegółów.

Mateusz, trzymamy kciuki za Twoje plany, powodzenia i dziękujemy za rozmowę!

 

Comments

comments

Comments

comments