Choć nie jest to sport młody, bo był już uprawiany w końcu XIX wieku, w Polsce dopiero niedawno przeżywa swój renesans. Pozwala na poczucie niemal nieskrępowanej wolności w górach oraz cieszenie się z doznań i widoków nierzadko niedostępnych dla pieszych turystów czy nawet taterników. O czym mowa? O skituringu. O wyprawach na turach rozmawiamy z jednym z założycieli portalu SkituroweZakopane.pl, Mateuszem Mrozem, Ambasadorem GO Sport.

Skitury stają się jednym z ulubionych zimowych sportów Polaków. Możesz nam przybliżyć ich historię?

Skitury to nie jest nowy sport. Już w 1888 r. pionier narciarstwa w Tatrach – Stanisław Barabasz, pokonywał górskie szczyty na nartach! Na skiturach chodzili też inni zasłużeni dla Tatr, m.in. założyciel Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego Mariusz Zaruski czy kompozytor Mieczysław Karłowicz. Niestety potem skituring nie był już tak popularny. Kojarzył się głównie z przemierzaniem pobliskich krzaków z ciężkimi plecakami. W pozostałych rejonach na świecie natomiast skituring stawał się coraz popularniejszy i tak też dotarł i do nas. Powstał jak feniks z popiołów, ożywiając całą historię narciarstwa w Tatrach.

 

A wyjaśnij nam, czym właściwie skituring jest.

Skituring to połączenie turystyki górskiej i narciarstwa. Używamy nart przypominających te do narciarstwa zjazdowego, ale lżejszych, a dzięki zastosowaniu tzw. fok, czyli materiału zapobiegającemu ześlizgnięciu się narty w trakcie podchodzenia po stoku, nie musimy niemal nart zdejmować z nóg. Celem naszej wycieczki może być szczyt, dolina lub polana, na które podchodzimy wśród niesamowitych widoków. Po dotarciu do celu mamy chwilę, żeby delektować się tym co nas otacza, a następnie ściągamy przyklejone do nart „foki”, przełączamy buty i wiązania na tryb zjazdu i suniemy – po terenie nieprzygotowanym, gdzie niejednokrotnie przedzieramy się przez puch sięgający nam do bioder.

W tym sporcie żaden wyjście nie jest takie samo, każdy zjazd jest unikatowy, w górach rządzi natura. Podejrzewam, że ta unikatowość przygody w połączeniu z pięknym sportowym doznaniem przyciąga coraz więcej osób. Nie bez znaczenia jest fakt, że na skiturach spalamy masę kalorii!

Przeczytaj również  Jak zachować bezpieczeństwo nad wodą?

OK, jestem laikiem i chciałbym spróbować. Na nartach umiem jeździć. Od czego w takim razie zacząć przygodę ze skiturami?

Po pierwsze, potrzebujemy sprzętu. Ten można na początku wypożyczyć np. w Kuźnicach w Zakopanem. Następnie musimy wiedzieć, gdzie chcemy iść, z kim i jakie czyhają na nas zagrożenia. Potem pakujemy plecak, w którym koniecznie znaleźć musi się picie, ciepłe rzeczy, kask. I ruszamy!

 

Podstawy z techniki, zasady obowiązujące w górach, podstawy lawinoznastwa można poznać za pomocą Youtube’a, książek i naszego portalu SkitouroweZakopane.pl. Oczywiście jest to wiedza teoretyczna i nigdy nie zastąpi kontaktu z żywym człowiekiem, dlatego polecam wybranie się na szkolenie pod okiem doświadczonych przewodników, którzy działają np. w ramach szkoły Skitour School organizującej grupowe weekendy dla początkujących.

Czy do rozpoczęcia przygody ze skiturami trzeba się jakoś przygotować? Poza sprzętem oczywiście.

Skituring to sport świadomy, dlatego do każdej wycieczki trzeba podejść z głową i ją zaplanować. Praca domowa do odrobienia to: przygotowanie trasy – gdzie idziemy, z kim, czy jest zagrożenie lawinowe; oraz przygotowanie ekwipunku – ciepła kurtka, rękawiczki, kask, gogle, okulary przeciwsłoneczne, apteczka, ciepłe napoje to podstawa. Oczywiście pierwsze skitury powinny być proste i przyjemne – np. do schronisk na szarlotkę. Na takich drogach rzadko jest zagrożenie lawinowe, a trasy są proste technicznie.

A jak zaczęła się Twoja przygoda ze skiturami?

Moja przygoda ze sportami zimowymi zaczęła się jak większości osób w Zakopanem – czyli gdy miałem kilka lat. Najpierw pochłonęły mnie narty zjazdowe, potem przez wiele lat snowboard. To były czasy, kiedy w każdy weekend spotykaliśmy się na Kasprowym i przez pół dnia budowaliśmy skocznie. Wtedy królował freestyle. Potem małymi krokami przechodziłem na ciemną stronę mocy – chodzenie po górach na sztachetach. Pierwsze moje tury odbyły się na splitboardzie, czyli desce snowboardowej, którą rozłącza się na narty do podejścia, a spina na zjazd. Przez ponad 10 lat jeździłem na desce, bo narty wydały mi się zbyt nudne. Splitboard odkryłem przez przypadek w internecie i ściągnąłem moją pierwszą dechę z francuskiego Ebaya. Była okrutnie ciężka i po kilku latach zrozumiałem, że trzeba wrócić na narty.

Przeczytaj również  Morsowanie – dlaczego warto wchodzić do zimnej wody?

Jak długo trwa sezon na skitury w Tatrach?

Zazwyczaj od grudnia do kwietnia, choć w ubiegłbym roku już w listopadzie zjeżdżaliśmy z tatrzańskich szczytów. Choć Tatry są najlepszym miejscem, żeby rozpocząć przygodę skiturową, to po odbyciu kursu świat leży nam u stóp. Norwegia, Włochy, Francja, Austria, Macedonia, Rumunia, Słowenia czy nasze piękne Bieszczady. Sezon może trwać dzięki temu znacznie dłużej.

Co robisz w miesiącach, gdy nie ma śniegu, trenujesz jakoś do sezonu zimowego?

Nienawidzę monotonii, więc w lecie uprawiam masę sportów, codziennie. Przez wiele lat jeździłem na deskorolce, potem przez 10 lat boksowałem, aż uzyskałem tytuł trenera boksu PZB. Obecnie po prostu chcę być sprawny, dlatego głównie się wspinam, biegam, wykonuję treningi interwałowe w tatrzańskich lasach.

Czy skitury są bezpiecznym sportem? Masz za sobą jakieś nieprzyjemne przygody?

Nie znam bezpiecznego sportu. Zawsze jest ryzyko kontuzji. Myślę, że ten element ryzyka również nas przyciąga. Góry są niebezpieczne, zimą szczególnie. Choć wypadków lawinowych z udziałem skiturowców jest niewiele, to każdy jest mocno nagłaśniany przez media. Dlatego wiele osób boi się skituringu. Moim zdaniem to dobrze, bo ludzie podchodzą z większym respektem do gór.
Nie miałem nieprzyjemnych przygód. Oczywiście kilka było takich, które mroziły krew w żyłach, ale obecnie bardzo miło je wspominam, bo przeżyłem, a każde doświadczenie jest na wagę złota…

Co poza kontaktem z naturą cenisz w tym sporcie?

Świadomość, że w razie wypadku to drugi człowiek będzie naszym ratownikiem. To sprawia, że ludzie się otwierają. W końcu w trakcie wielogodzinnych wyryp jest czas, a nie ma zasięgu. Więc pozostaje rozmowa. I tak oto dzięki turom poznałem masę niesamowitych historii i wartościowych ludzi.

Masz jakąś historię dla naszych czytelników, która przekonałaby ich, by spróbowali wycieczek na turach?

Ubiegła zima, -25 stopni, od 10 dni szaro i brzydko. Rutynowo sprawdzam prognozę, a tu niespodzianka. Tuż przed zachodem słońca na wysokości powyżej 1500 m ma się pojawić słonko. Nie mogłem znaleźć kompana na popołudniową skiturę, więc choć robię to rzadko – ruszyłem sam. Cel: Chuda Turnia. Wąsy zamarzły, czapka zamarzła, a zegarek pokazuje, że muszę się śpieszyć. W końcu docieram na 1500 m n.p.m., a tu dalej szarówka. Dodatkowo zaczyna się ściemniać, zachodu nie ma. Postanowiłem, że przejdę jeszcze pięć metrów i się przepinam. Aż tu nagle zza chmur widzę przejaśnienie. Przyśpieszyłem kroku i w jednej chwili, gdy dotarłem na Chudą Turnię, otoczyło mnie morze chmur i zobaczyłem przepiękny zachód słońca. Jaka to była radość, że mogłem zobaczyć takie piękno w szary, nierokujący wtorek.

Przeczytaj również  5 sposobów, by skutecznie zagrywać w siatkówce

Mateusz, dziękujemy za rozmowę. Mam nadzieję, że spotkamy się w takim razie w górach!

Dzięki, do zobaczenia!

Comments

comments

Comments

comments