Jakub Krawczyk pochodzi z Kielc, ale mieszka i pracuje w sklepie GO Sport w Galerii Kazimierz w Krakowie, ma 23 lata i głowę pełną marzeń. Swoją podróż, by spełnić jedno z nich, rozpoczął w piątek o 6 rano w Krakowie. Jak sam napisał, wyruszył na maraton w Paryżu pełen energii, był przekonany, że jest doskonale przygotowany. Od formy fizycznej zaczynając, a na spakowaniu wszystkich potrzebnych rzeczy kończąc. Kilkanaście godzin później miał już w ręku swój pakiet startowy. Wtedy od spełnienia marzenia dzieliło go już niespełna 40 godzin oraz 42 kilometry i 195 metrów.

   

Jak sam przyznaje, na początku był zakochany w sportach zespołowych. Po jakimś czasie jednak chciał poczuć nowe, inne sportowe emocje. Próbował narciarstwa, windsurfingu, wspinaczki, trójboju siłowego, kulturystyki, sportów walki, brazylijskiego jujitsu, grapplingu, MMA, no i oczywiście biegania… Choć tak naprawdę jego przygoda z bieganiem zaczęła się już w szkole podstawowej. Było ono dla Jakuba sposobem na zrzucenie zbędnych kilogramów oraz narzędziem, by rozwijać się i być lepszym w innych dyscyplinach, by poprawić swoją kondycję. Okazało się jednak, że polubił je na tyle, że truchta do dziś. Truchta? Biega i to całkiem nieźle.

Pierwszy raz w biegu zorganizowanym wystartował w 2011 roku podczas imprezy „Kielce biegają”. Potem można było spotkać Jakuba na różnych zawodach, ale przełomowe okazało się dołączenie do akcji „42 do szczęścia”. Celem tej inicjatywy jest zbiórka pieniędzy na zakup protez kończyn dla tych, którzy prowadzili aktywny tryb życia, ale ulegli wypadkowi. Uczestnicy tej akcji stawiają sobie dwa wyzwania. Po pierwsze, zebrać pieniądze na nowoczesną protezę, umożliwiającą komuś powrót do dawnego życia. Po drugie, ukończenie maratonu lub innego biegu długodystansowego. Symboliczne zwycięstwo nad własnymi słabościami, a jednocześnie spełnienie sportowego marzenia. Jakub na królewski dystans zdecydował się w 2016 roku, gdy wziął udział w 15. edycji Cracovia Maraton. W debiucie otarł się o magiczną dla wielu amatorów granicę czterech godzin i jestem przekonany, że jej złamanie to tylko kwestia czasu.

Pobiec w Paryżu było kolejnym marzeniem Jakuba, które mógł spełnić dzięki pracy w sklepie GO Sport. Wcześniej jednak musiał wziąć udział w wewnętrznym konkursie – wygrana w nim była jednocześnie biletem na maraton do Paryża. Jakub zdobył upragniony pakiet i 7 kwietnia dotarł nad Sekwanę, wieczorem odebrał pakiet startowy, zebrał wszelkie przydatne informacje i mógł już spokojnie czekać do niedzielnego ranka.

Przeczytaj również  Maraton nie ucieknie, bądź cierpliwy!


GO Blog:
Na czym polegał konkurs i czy wiesz, ilu kandydatów pokonałeś?

Jakub Krawczyk: Konkurs polegał na zaprezentowaniu swojej pasji do sportu, do biegania. Z moich informacji wynika, że pokonałem dziesięciu kandydatów.

 


Dlaczego maraton w Paryżu był dla Ciebie taki ważny?

Po moim pierwszym starcie w Krakowie stwierdziłem, że to był mój pierwszy i ostatni maraton. O ile półmaraton to bardzo przyjemny dystans, o tyle 42 km z groszami okazały się bardzo męczące. Zmierzyłem się z wyzwaniem, dałem radę, ale doszedłem do wniosku, że to chyba nie jest to, o co mnie kręci i w planach na ten rok nie było żadnego maratonu. Ale gdy dowiedziałem się o konkursie, to jednak chęć sprawdzenia się raz jeszcze przeważyła – szczególnie że start odbywa się wiosną w najpiękniejszym mieście świata, trasa prowadzi wśród wielu zabytków i w Paryżu nie biega się kilku pętli.


Czy przygotowywałeś się do tego wyjazdu w szczególny sposób i czy postawiłeś sobie jakiś konkretny cel sportowy?

Tak, przez dwa miesiące biegałem trzy razy na tydzień, łącznie około 40 km w tygodniu. Ponadto robiłem dwie jednostki wzmacniające na siłowni w ramach treningu uzupełniającego, raz w tygodniu chodziłem na saunę, a w dzień bez treningu rolowałem się w domu.


Czy ten plan ktoś Ci ułożył?

Nie, sam przygotowuję i układam sobie treningi. Lubię to robić! Mikrocykle, makrocykle, prowadzę specjalny zeszyt, w którym zapisuję wszystkie ćwiczenia, elementy, wyniki. Mogę zawsze sprawdzić swoje postępy, porównać efekty, coś zmienić, itd. Przy pierwszym maratonie zbyt duży kilometraż w okresie przygotowawczym spowodował u mnie nieprzyjemną kontuzję, dlatego tym razem zmieniłem nieco przygotowania i obyło się bez przykrych niespodzianek.


A skąd taka duża różnica w wyniku? W Krakowie, w debiucie pobiegłeś o pół godziny szybciej. Czy taki był plan na Paryż, na luzie, podziwianie widoków, czy może coś poszło nie tak?

Gdy przygotowywałem się do Cracovia Maraton, założeniem było swobodnie złamać cztery godziny, pobiec na 3:45. Ważyłem dużo mniej, naprawdę dużo biegałem i pewnie gdyby nie infekcja i utrzymującą się przez kilka dni temperatura 39 stopni na dwa tygodnie przed startem, to plan dałoby się zrealizować. Niestety, nie pozostało to bez wpływu na formę. Przed tym sezonem mój trening w związku z moimi planami na ten rok wyglądał zupełnie inaczej. Ćwiczyłem dużo na siłowni, przybrałem na wadze, a biegałem tylko raz w tygodniu.

Przeczytaj również  Sześć wyjątkowych tras na rower szosowy w Polsce


Co w porównaniu z krakowskim maratonem było dla Ciebie największym zaskoczeniem?

Najbardziej zaskoczyła mnie pogoda! Po pierwsze, w maju w Krakowie mieliśmy 15 stopni, chmury i wiaterek, a w Paryżu 26 stopni i pełne słońce na początku kwietnia. Po drugie, w Krakowie biegliśmy dwie pętle, w Paryżu trasa prowadziła prawie z punktu A do punktu B i takie rozwiązanie dużo bardziej mi odpowiada. Po trzecie, we Francji w strefach bufetowych rozdawali małe butelki 0,33 l, co jest dla mnie wygodniejszym rozwiązaniem niż kubek z wodą (w Krakowie). Po czwarte, w Paryżu na trasie były rodzynki, z czym w Polsce się nie spotkałem. A poza tym dużo mniej transparentów niż w Krakowie, a więcej kontuzji, omdleń, interwencji medycznych.

 

Czy gdybyś nie pracował w GO Sport, to wybrałbyś się do Paryża, czy było tak, że możliwość wyjazdu sprawiła, że zacząłeś myśleć o stolicy Francji?

Zdecydowanie, gdyby nie konkurs, to przede wszystkim nie pobiegłbym maratonu w tym roku, ale też i nie pojechałbym do Paryża w tym sezonie. Konkurs GO Sportu był dla mnie szansą, ale też i okazał się ogromną motywacją.


Czy zamierzasz w przyszłości kontynuować turystykę biegową?

Niekoniecznie, a już na pewno nie w takim klasycznym ujęciu. Jestem osobą, która lubi próbować nowych rzeczy i na razie nie będę skupiać się tylko na bieganiu. Marzy mi się start w amatorskim MMA, kiedyś chcę pokonać triatlon na pełnym dystansie Ironmana, są też inne pomysły. Ale zapisałem się już na bieg górski w ramach Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich w Lądku-Zdroju i chcę zmierzyć się z dystansem 21 km, ale po górach.


Miałem zapytać o sportowe cele na obecny sezon, ale właściwie już je wyjawiłeś.

Jestem osobą, która żyje sportem, dla mnie sport to pasja i te cele pojawiają się co jakiś czas, jest ich dużo i mam nadzieję, że choć kilka uda się osiągnąć. A czasem, jak to miało miejsce z maratonem nad Sekwaną, pojawia się jakaś okazja, szansa i próbuję ją wykorzystać!

Przeczytaj również  Jak wybrać odpowiedni zegarek do biegania?


Gdybyś miał w kliku słowach zarekomendować maraton w Paryżu innym biegaczom, to co byś powiedział?

Wydaje mi się, że najlepszą reklamą maratonu w Paryżu jest fakt, że jest to świetnie zorganizowana impreza w najpiękniejszym mieście na świecie z naprawdę piękną trasą i fantastyczną atmosferą.


W takim razie, w imieniu GO Bloga życzymy Ci powodzenia i kolejnych sukcesów sportowych!

Bardzo serdecznie dziękuję i pozdrawiam wszystkich pracowników oraz klientów firmy GO Sport oraz całego GO Bloga.

Jakub „nabiegał” w Paryżu 4 h 33 m 25 s i biorąc pod uwagę krótki okres przygotowań, zwiększoną o około 8–9 kg masę oraz warunki atmosferyczne, jakie panowały tego dnia w Paryżu, to bardzo przyzwoity czas. Co warto podkreślić, Jakub był ogromnie zaskoczony swoją formą fizyczną po maratonie. W przypadku maratonu w Krakowie powrót do w miarę normalnego stanu zajął mu około siedem–dziesięć dni. Tym razem nie odczuwał specjalnie żadnych dolegliwości i praktycznie następnego dnia normalnie funkcjonował. To świadczy m.in. o tym, że ogólna sprawność i kondycja fizyczna są bardzo ważne. Jakub miał za mało czasu, by zbić wagę i odpowiednio przygotować się pod maraton i łamanie czterech godzin, miał też inne plany. Ale jego przypadek pokazuje, że aktywność przez dwanaście miesięcy w roku oraz odpowiednia regeneracja przynoszą dobre efekty, nawet w przypadku takiego niespodziewanego i dużego wysiłku.

 

Comments

comments

Comments

comments