Czasem jest tak, że mimo hektolitrów wylanego potu czy wyrzeczeń, spodziewanych efektów treningu nie ma, a waga ani drgnie. Motywacja do treningu spada. I co wtedy? Przede wszystkim w takiej sytuacji nie należy działać zbyt pochopnie. Spokojna i rzeczowa analiza podjętych działań, najlepiej z trenerem, dietetykiem lub fizjoterapeutą, z pewnością pokaże, co jest przyczyną takiej sytuacji. A tych może być wiele. Winowajca jest jednak zazwyczaj zawsze ten sam.

 

Niestety, trzeba przyzwyczaić się do tego, że to my jesteśmy najsłabszym i jednocześnie najmocniejszym ogniwem. Z jednej strony samozaparcie, wytrwałość, upór, siła i motywacja do treningu, a z drugiej zbyt duża pewność siebie, brak czasu, niedokładność, brak pokory. Brzmi to strasznie? Wiem. Najczęściej to my sami przeszkadzamy sobie w tym, żeby stać się silniejszymi, szybszymi, sprawniejszymi. Niejednokrotnie już na samym początku drogi sportowej. Czas, plan, cierpliwość, dokładność i konsekwencja są konieczne, by osiągnąć zakładane cele. W przeciwnym razie może okazać się, że Wasza sportowa droga jest długa, pełna wyrzeczeń i pracy, a na jej końcu nie ma żadnych efektów.

 

Brak planu, czyli spacer po omacku

Dużo ludzi lubi planować, ale są i tacy, którzy tego ani nie robią, ani nie lubią tego robić. Czasem przychodzi taki etap w trakcie podróży, że bez mapy dalej ani rusz. W treningu podobnie. Bez względu na to, czy chcecie przebiec maraton, zrzucić 10 kg, wspiąć się na jakąś skałę czy nauczyć pływać, to potrzebny Wam jest plan. A cel oraz plan to doskonały początek równania, w którym na końcu jest sukces. Sam plan nie stanowi co prawda gwarancji sukcesu, ale szanse są od razu dużo większe. Jeśli Wasze treningi czy wyjścia na siłownię lub basen będą spontaniczne, to celu sportowego na pewno nie osiągniecie. Plan nie tylko będzie Wam podpowiadał, co macie w danym dniu i tygodniu zrobić, lecz także pokaże, ile już zrobiliście i jakie postępy osiągnęliście. Pomyślcie o tym jak o bardzo dużych zakupach w supermarkecie przed rodzinnym spotkaniem. Jeśli zaplanujecie je wcześniej, stworzycie listę potrzebnych rzeczy i zabierzecie ją ze sobą, to te zakupy będą nie tylko bardziej efektywne, lecz także zaoszczędzicie czas. No i nie skończycie w koszyku z rzeczami, które mogą okazać się zupełnie zbędne.

Przeczytaj również  Przygotowanie do triathlonu to nie tylko trening

 

Za dużo i za szybko, zbyt wcześnie

Jeśli nie mieliście do tej pory planu, to pewnie trochę namieszałem Wam w głowach, ale nie przejmujcie się. Będzie plan, będzie lepiej. Gorzej, gdy rzucimy się w wir działań bez opamiętania. Dość powszechnym zjawiskiem, szczególnie wśród mężczyzn, jest zapominanie o zdrowym rozsądku. Ćwiczą za dużo, za często, na zbyt dużych obciążeniach. W takich sytuacjach mówię o syndromie cukrowym. Duża ilość cukru powoduje nagły i wysoki skok energii oraz entuzjazmu. Niestety, dość szybko pojawia się zjazd, poziom energii po nim jest niższy niż wyjściowy. W przypadku treningu objawia się to najczęściej utratą motywacji, odpuszczaniem kolejnych jednostek treningowych określonych w planie, ale również zmianami metabolicznymi i kontuzjami. Poza tym, jeśli zaczniecie trenować bez opamiętania, to kiedy macie się zregenerować, mięśnie naprawić mikrourazy, a metabolizm przestawić między różnymi trybami pracy? Trenujcie mądrze i pamiętajcie, że mniej znaczy więcej.

 

Ciągle to samo, ile można?

Przez nic innego motywacja do treningu nie spada tak szybko jak przez rutynę. Oczywiście, trening opiera się na powtarzalności pewnych ruchów i schematów, ale nie oznacza to, że wciąż musicie wykonywać te same ćwiczenia i w ten sam sposób. O ile mężczyźni brylują w „za dużo i za szybko, zbyt wcześnie”, to kobiety z kolei potrafią zawiesić się na jednym ćwiczeniu i nawet gdy ktoś chce im pomóc, to nie dadzą się przekonać: „Mój trener pokazał mi to ćwiczenie i powiedział, że jest dla mnie idealne…” Niektórzy zapewne uśmiechnęli się w tym momencie, ale uwierzcie mi, że to nie są rzadkie przypadki. Nawet jeśli mamy konkretny cel, to nie można pompować tylko jednego mięśnia lub jednej ich grupy, bo finalnie doprowadzi to do kontuzji i kłopotów ze zdrowiem.

Przeczytaj również  #AmbasadorGOSport: Daniel Pietrzak z synem Sebastianem: rozgrzewka przed bieganiem

 

Bez pracy nie ma kołaczy

Niestety. Bez potu, krwi i łez efektów nie będzie. Każdy z nas od czasu do czasu po 20 minutach treningu ma już dość i najchętniej położyłby się tam, gdzie jest. Jest wielu takich biegaczy, również wśród najlepszych, którzy chcą się zatrzymać już po 2 km, ale biegną dalej i dalej, robiąc tak setki kilometrów miesięcznie. Niestety, bez ciężkiej pracy efektów nie będzie. W strefie komfortu jest wygodnie, ale nie osiąga się celów. Jeśli nie pobudzicie organizmu, jeśli serce nie popracuje na wyższych obrotach, a mięśnie nie będą odpowiednio stymulowane, to nic się nie wydarzy. Nie wyprodukujemy także endorfin, które sprawią, że będziemy chcieli ten wysiłek powtarzać i nasz cel oddali się tak bardzo, że stracimy resztki motywacji.

 

Za dużo kardio, za mało ciężarów

Istnieje (błędne) przekonanie, że bieganie czy jazda na rowerze dają więcej niż ćwiczenia siłowe. Zazwyczaj wynika to z tego, że ludzie obawiają się nabrania masy jako ich rezultatu. A wszystko zależy przecież od rodzajów ćwiczeń oraz obciążenia. Dźwiganie nie zawsze zrobi z Was kulturystę. Taki trening może również być wsparciem w walce z nadwagą. Najlepszym rozwiązaniem jest konsultacja z trenerem personalnym, który tak dobierze ćwiczenia i obciążenia, byście osiągnęli pożądany efekt.
Odpowiedni plan treningowy, ćwiczenia, obciążenia treningowe w połączeniu z rozsądnym odżywianiem i regeneracją z pewnością sprawią, że ciężka praca przyniesie zamierzone efekty. Pamiętajcie również o tym, że każdy detal techniczny może mieć znaczenie. Trening to takie puzzle – aby uzyskać obraz z pudełka, wszystkie elementy układanki muszą zostać do siebie dopasowane. Trzymam za Was kciuki!

Comments

comments

Comments

comments