Piłkarska reprezentacja Polski nie dostarczyła nam wielu pozytywnych emocji podczas mistrzostw świata w Rosji. GO Sport przypomina więc, że bywały mundiale, gdy Biało-czerwonym szło znacznie lepiej. Zapraszamy do naszego piłkarskiego wehikułu czasu!

 

Za czasów, gdy jestem świadomym kibicem, trzy razy oglądałem reprezentację Polski na mundialu. Za każdym razem kończyło się źle, ale każdy z tych razów był inny. Po meczu otwarcia z Koreą Południową w 2002 r. (porażka 0:2) zdenerwowany poszedłem grać w koszykówkę i zerwałem więzadła, co odbija mi się czkawką do dziś. Klęskę z Portugalią (0:4) oglądałem z nogą w gipsie. Podobnie zresztą jak niemający już znaczenia „mecz o honor” z USA. Mundial 2006 bolał inaczej, bo przegrane z Ekwadorem (0:2) i Niemcami (0:1) oglądałem na żywo z trybun. I 2:1 z Kostaryką, podobnie jak cztery lata wcześniej wygrana z Amerykanami, było tylko marnym pocieszeniem.

Potem mieliśmy mundialowo trochę spokoju, bo w 2010 i 2014 Biało-czerwoni na mistrzostwach nie grali. I nadszedł 2018. Po świetnych eliminacjach kibicowskie apetyty rosły jak na drożdżach. Drużyna wydawała się być mocna jak nigdy, a… przegrała jak zawsze. Nie ma tutaj co roztrząsać tego turnieju, na poprawę nastroju proponujemy powspominać.

   

GO Sport pokaże Wam, że z Polakami na mundialu nie zawsze było tak źle.

 

5:6 z Brazylią (1938)

Reprezentacja Polski zadebiutowała w mundialu w 1938 roku. I choć Biało-czerwoni rozegrali na turnieju tylko jeden mecz, zapisali piękną kartę w historii. Spotkania z Brazylią na YouTube nie obejrzycie. Co więcej, nie wiadomo nawet jak strzelono pierwszego gola. Mecz był jednak niezwykle emocjonujący, trzykrotnie Brazylijczycy wychodzili na prowadzenie, a Polacy wyrównywali i po regulaminowym czasie gry było 4:4. W dogrywce na dwa gole Leônidasa odpowiedzieliśmy tylko jednym Ernesta Wilimowskiego, dla którego był to czwarty gol w tym meczu! Ten wyczyn przez 56 lat był rekordem mundialu i dopiero Rosjanin Oleg Salenko w 1994 strzelił pięć bramek w jednym spotkaniu i przebił wyczyn Wilimowskiego.

Przeczytaj również  Kibice i ich akcesoria – wsparcie dla drużyny

Gdyby ktoś chciał dowiedzieć się o tym meczu więcej, zachęcamy do przeczytania oryginalnej relacji wydrukowanej w Przeglądzie Sportowym 6 czerwca 1938 r.

 

Trzecie miejsce w 1974 r.

Po 1938 r. Polacy długo nie mogli zakwalifikować się do finałów mistrzostw świata. I nadeszły lata 70. Złoty medal na Letnich Igrzyskach Olimpijskich 1972 w Monachium sprawił, że Polacy jechali do Niemiec w roli jednego z faworytów. Biało-czerwoni jak burza przeszli przez pierwszą rundę, wygrywając po kolei z Argentyną (3:2), Haiti (7:0) i Włochami (2:1).

W drugiej rundzie (również rozgrywanej w grupach) prowadzona przez Kazimierza Górskiego reprezentacja wygrała dwa pierwsze mecze (1:0 ze Szwecją i 2:1 z Jugosławią) i o tym, kto zagra w finale, zadecydować miał „Mecz na wodzie”, czyli rozgrywany w niezwykle trudnych warunkach pogodowych pojedynek z RFN. Choć Jan Tomaszewski w bramce dwoił się i troił (broniąc m.in. karnego w 53. minucie), to na kwadrans przed końcem pokonał go Gerd Müller i Polacy musieli pogodzić się z grą o trzecie miejsce.

W „małym finale” wygrali z Brazylią 1:0 i zajęli w turnieju trzecie miejsce. Warto dodać, że najlepszym strzelcem mistrzostw został Grzegorz Lato (7 goli), a za nim (ex-aequo z Johanem Neeskensem) był Andrzej Szarmach, który pięciokrotnie trafiał do siatki rywali.

 

Trzecie miejsce w 1982 r.

Turniej w Hiszpanii Polacy rozpoczęli mniej efektownie niż w 1974 r., bo od dwóch bezbramkowych remisów (z Włochami i Kamerunem). Na decydujący mecz z Peru wspięli się jednak na wyżyny umiejętności i wygrali go aż 5:1, dzięki czemu wygrali grupę. W drugiej rundzie (także grupowej) były reprezentacje Belgii i ZSRR. 3:0 z Belgią (trzy gole Zbigniewa Bońka) i 0:0 z ZSRR wystarczyły do awansu do półfinału.

Polacy w półfinale piłkarskich mistrzostw świata. Dziś brzmi to dla nas jak bajka. Włosi okazali się jednak być dla Biało-czerwonych za mocni, wygrywając 2:0. Na szczęście, do meczu o trzecie miejsce Polacy podeszli skoncentrowani i wygrali z Francją 3:2.

Przeczytaj również  Gdzie pojechać na spływ kajakowy?

Ciekawostką jest, że zarówno w 1974 jak i 1982 r. Polacy wrócili do kraju ze… srebrnymi medalami. W tamtym czasie wręczano bowiem cztery komplety medali: złoty, pozłacany, srebrny i brązowy. Dopiero w latach 90. zrezygnowano z tego zwyczaju i wrócono do tradycyjnego modelu złoty-srebrny-brązowy.

 

Comments

comments

Comments

comments