Kolarstwo to piękny sport. W trakcie kilkugodzinnego rozjazdu można zobaczyć kawałek świata, ale po pewnym czasie okoliczne miejscówki mogą się znudzić. Może warto więc wyjechać na kolarskie wakacje? Gdzie pojechać na rower? GO Blog proponuje pięć różnych miejsc, nie tylko na letni czas.

 

1) Teneryfa (Hiszpania)

Teneryfa jest świetnym miejscem na wyjazd nie tylko rowerowy. Oferuje niesamowite widoki w górach, parki rozrywki dla rodziny, mnogość knajp i plaż oraz stabilną i przewidywalną pogodę. W południowo-zachodniej części wyspy trudno o dłuższy okres pochmurnej pogody czy o temperaturę niższą niż kilkanaście stopni. Panuje tam wieczna wiosna. Może to być więc dobre miejsce dla osób chcących połączyć rodzinny wyjazd z jazdą na szosie.

Bo dla dla trenujących kolarstwo jest to raj na ziemi – z poziomu morza można tam wjechać na ponad 2200 m n.p.m. pod wulkan Teide, po drodze kilkakrotnie podziwiając zmianę klimatu. Pamiętajcie jednak, że taka zmiana wysokości to także zmiana pogody. Może być tak, że ruszać będziecie w 18 stopniach, a na górze będzie niewiele powyżej zera.

Warto jednak mieć na uwadze, że na Teneryfie nie pojeździmy „po płaskim”, jest ona bardzo górzystą wyspą i nawet relatywnie krótka runda równolegle do wybrzeża spowoduje, że w nogach będziemy mieli przynajmniej grube kilkaset metrów pod górę.

Na Teneryfę polecieć można samodzielnie lub na zorganizowany wyjazd. Ceny są dość dostępne, nawet jak na polski portfel.

2) Calpe (Hiszpania)

Położone w regionie Costa Blanca Calpe to dawna osada rybacka, a dziś miejscowość czysto turystyczna. Ze względu na ogrom i zróżnicowanie dostępnych tras kolarskich i dobrą pogodę jest to świetne miejsce do trenowania, zarówno dla zawodowców, jak i amatorów. Zwróćcie jednak uwagę na fakt, że w styczniu i lutym jest tam jednak trochę chłodniej niż na Kanarach. Oczywiście 10 czy 12 stopni to nadal o wiele bardziej komfortowe warunki do trenowania niż polska śnieżno-deszczowa plucha, ale miejcie to na uwadze, pakując się. Jeśli ktoś chce mieć gwarancję jazdy „na krótko”, to do Calpe lepiej pojechać w marcu lub kwietniu. W okolicy miasteczka bez problemu znajdziemy zarówno płaskie trasy, jak i podjazdy, które nieźle potrafią przepalić uda, nie są jednak tak trudne i długie jak w Alpach czy Dolomitach.

Przeczytaj również  Wyjątkowe miejscówki na narty: zobacz sześć niebanalnych propozycji, gdzie pojeździsz na nartach!

Do Calpe można pojechać samochodem, ale jeśli ktoś nie lubi spędzać doby w drodze, to lepiej wybrać się tam samolotem. Najbliżej jest na lotnisko w Alicante (godzina drogi), do którego bez problemu dolecimy z Polski tanimi liniami. W sensownej odległości jest też aeroport w Walencji (1,5 godziny samochodem). Większość osób na miejscu decyduje się na wynajem mieszkania – takie rozwiązanie pozwala zaoszczędzić na wyżywieniu, a gdy jedziemy w kilka osób, to sam koszt noclegu też wypada atrakcyjnie. Popularność wśród kolarzy sprawia, że nie trzeba zabierać swojego roweru – na miejscu jest bardzo duży wybór wypożyczalni.

3) Majorka (również Hiszpania)

Majorka to miejsce, które każdy kolarz musi kiedyś obowiązkowo odwiedzić. To tam przed każdym sezonem trenują prawie wszyscy zawodowcy. Wychodząc na deptak w Palma de Mallorca, nie sposób ich nie spotkać.

Kolarska atrakcyjność wyspy spowodowana jest kilkoma czynnikami: przede wszystkim jest ona zróżnicowana pod względem ukształtowania terenu. Można wybrać się na absolutnie płaską rundę, która będzie miała znacznie ponad 100 km, a następnego dnia trenować strome podjazdy w spektakularnych górach.

Będąc tam, koniecznie trzeba odwiedzić dwa legendarne miejsca. Pierwsze z nich to Sa Colobra – kilkanaście kilometrów serpentyn wijących się od wybrzeża aż po szczyty gór. Podjazd ten uznawany jest za jeden z najpiękniejszych na świecie.

Drugie miejsce to Cap Formentor, sam „czubek” wyspy. Warto je odwiedzić ze względu na szczególną urodę.

Przedostatnia rzecz, która sprawia, że  Majorka to miejsce idealne na rower, jest kultura na drodze. Ta wyspa żyje w dużym stopniu z kolarstwa. Cykliści mogą czuć się absolutnie bezpieczni. Nie ma mowy o wyprzedzaniu „na gazetę”, poganianiu czy innych niebezpiecznych zachowaniach. Normalne jest, że kierowca auta, jeśli nie ma możliwości wyprzedzenia rowerzysty bezpiecznie (z zachowaniem bardzo dużej odległości), będzie za nim spokojnie i powoli jechał tak długo, aż nadarzy się taka okazja.

Przeczytaj również  Wyprawy rowerowe – co zabrać na wyjazd?

Atutem jest również wyjątkowo przyjemna pogoda. Należy jednak pamiętać, że jeśli w Palmie są 23 stopnie, wysoko w górach może być zdecydowanie chłodniej.

Dodatkowo ta hiszpańska wyspa znajduje się zdecydowanie bliżej niż Teneryfa: leci się tam trzy godziny z Polski (dla porównania na Teneryfę ponad pięć godzin).

4) Przełęcz Stelvio (Włochy)

Jeśli o jakiejś trasie w Europie kolarze mówią „kultowa”, to bez wątpienia będzie to przejazd przez włoską przełęcz Stelvio. To druga najwyższa przejezdna przełęcz w Alpach, ma 2758 m n.p.m. i nazywana jest Królową Alpejskich Przełęczy. Przechodzi przez nią wybudowana niemal 200 lat temu droga łącząca miejscowości Stelvio i Bormio.

Większą popularnością i uznaniem wśród kolarzy cieszy się podjazd od strony północnej (od Stelvio). To 24,3 km złożone z 48 ponumerowanych zakrętów. Średnie nachylenie podjazdu wynosi 7,4 proc., łączne przewyższenie – 1800 m. Po drugiej stronie trasa ma „tylko” 21,5 km i 1533 m różnicy wysokości (średnie nachylenie 7,1 proc.). Trudność północnego podjazdu polega m.in. na tym, że na początku jest łagodny, a gdy zaczynamy czuć zmęczenie w nogach – robi się coraz trudniej. Z drugiej strony jest nieco łagodniej. Dodatkowo pamiętać należy o możliwej zmianie pogody (różnica pomiędzy punktem startu a metą waha się od 15 do 20 stopni Celsjusza) oraz możliwym odczuwaniu mniejszej ilości tlenu w powietrzu na ostatnich odcinkach podjazdu. Na Stelvio nie ma spektakularnych ścianek, ale długość podjazdu i wysokość robią swoje – można się tam zmęczyć, co zresztą praktykują także zawodowcy. Przełęcz Stelvio często gości kolarzy jadących w Giro d’Italia.

Kto wjedzie pierwszy raz na przełęcz może być zaskoczony widokiem. Zamiast surowych gór mamy tam… małe miasteczko. Hotele, kawiarnie, restauracje – jest gdzie odpocząć przed dalszą drogą. A zatrzymać się warto, bo widoki z przełęczy zatykają dech w piersiach.

Przeczytaj również  Serwis rowerowy przed sezonem wiosennym krok po kroku

Chcąc dopisać Stelvio do swojego kolarskiego CV, najlepiej zatrzymać się w Bormio lub jego okolicy. Stąd można wybrać się nie tylko na Stelvio, ale i kilka innych kultowych podjazdów: Gavia, Mortirolo czy Umbrail. Dobrą bazą wypadową jest Livigno będące ważnym ośrodkiem turystycznym.

Wybierając się pojeździć po włoskich przełęczach, należy przede wszystkim wziąć pod uwagę ich dostępność – może być tak, że na niektórych trasach będzie jeszcze śnieg i drogi będą zamknięte. Najlepiej planować wyjazd między czerwcem a wrześniem, ale i wtedy przed wyjazdem sprawdźcie, jak wyglądają trasy.

Na miejsce można dotrzeć samochodem, szybciej i wygodniej będzie jednak samolotem. Z kilku polskich lotnisk dolecieć można do Mediolanu (Bergamo), skąd wynajętym samochodem w trzy godziny dotrzeć w okolice Bormio. Zarówno samochód, jak i ewentualnie rower warto zarezerwować jeszcze z Polski – będzie wówczas taniej niż na miejscu.

   

5) Suwalszczyzna (Polska)

Na koniec coś z naszego podwórka. Wiadomo, że najwięcej kolarzy spotkać można w Karkonoszach i w Tatrach. Ale nie mniej urokliwie, a na pewno spokojniej i mniej tłocznie będzie na Suwalszczyźnie. Oczywiście nie ma tam 15- czy 20-kilometrowych podjazdów, ale teren jest mocno pofałdowany i można nazbierać przewyższeń.

Suwalski Park Krajobrazowy został w 2014 r. wybrany Siódmym Cudem Polski w plebiscycie National Geographic. Polodowcowy krajobraz zachwyca oko, a niewielki ruch na drogach sprawia, że jazda rowerem jest czystą przyjemnością.

Infrastruktura turystyczna jest w SPK raczej skromna i ogranicza się do gospodarstw agroturystycznych i pensjonatów. Ich listę znaleźć można na stronie internetowej parku.

 

Comments

comments

Comments

comments