Piękny marcowy wieczór. Biegamy z narzeczonym nad Jeziorem Maltańskim w Poznaniu. Muszę przyznać, że nawet kiedy biegamy razem, raczej nie mówię dużo – albo się kompletnie wyłączam albo najzwyczajniej w świecie nie jestem w stanie przy tempie, jakie narzuca Sebastian. Tym razem było podobnie. Zatopiona we własnych myślach spoglądam na spokojne Jezioro Maltańskie i zaczynam odliczać miesiące… marzec, kwiecień, maj, czerwiec i… tak (!) LIPIEC! „Jeszcze tylko niecałe 5 miesięcy!” – sapię do narzeczonego. „Jak to 5? Przecież do października (wtedy mamy ślub – dla niego zdecydowanie najważniejsze wydarzenie w roku) zostało więcej niż 5 miesięcy” – odpowiada Seba. A ja na to: „Skarbie, ale mi o triathlon w Poznaniu przecież chodzi!”. Cóż… jego mina była bezcenna.

 
Inna sytuacja? Oglądamy z moją mamą suknie ślubne (swoją drogą ciekawe, ile taka suknia będzie mnie kosztować… Pewnie za tę cenę można kupić dobrą piankę, nie musiałabym już wypożyczać). Mojej rodzicielce zbiera się na wyznania. „Jak z tatą będziemy wam dawać błogosławieństwo, to ja się rozpłaczę, w kościele się wzruszę”. Nie żebym nie była romantyczna: jak w poprzednim roku wleźliśmy na wschód słońca na Sławkowski i zobaczyłam spektakl kolorów, jaki się przede mną rozgrywał, nie powiem, żebym się nie rozmarzyła… Mimo wszystko odpowiadam mamie: „Mamuś, luzik, przecież ja biorę ślub, a nie staję na starcie Ironmana!”.

   

 
Ostatni przykład. Ustalamy z narzeczonym termin wesela. Okazuje się w gościńcu, że jest opcja na początku września. Moja odpowiedź? „Nie ma mowy, przecież pierwszy weekend września to triathlon w Przechlewie, a ja już się zapisałam!” 🙂

 
Mogłabym mnożyć takie przykłady. Dzisiaj np. śniło mi się, że dostałam przyspieszenia na etapie pływackim i jako pierwsza dobiegłam do strefy zmian, szkoda tylko, że na miejscu okazało się, że po drodze zgubiłam piankę, a w strefie zapomniałam naszykować sobie kask i buty spd. I weź tu nie zwariuj. Obudziłam się wystraszona, w związku z czym do etapu biegowego nawet nie dotarłam i nici z pierwszego zwycięstwa i triathlonowego pudła!

Przeczytaj również  Ambasadorzy GO Sport testują buty biegowe Reebok Floatride Energy

 
Triathlon wciąga… i to bardzo. Weźcie pod uwagę, że pisze to osoba, której wcześniej wystarczały góry, bieganie i rower. Tak się składa, że jak już było bieganie i rower, to pływanie samo przyszło, naturalnie. Bo według mnie triathlon to nie trzy dyscypliny sportowe. To jedna dyscyplina, która wyrabia w człowieku wiele dobrych cech. Mam krótkie doświadczenie obejmujące zaledwie dwa starty (w tym roku dojdą dwa kolejne) i trzy sezony przygotowawcze. Śmiało mogę jednak wymienić kilka cech, którymi MUSI się wykazać każdy chcący uprawiać tę dyscyplinę. I nie mam tutaj na myśli przygotowania stricte fizycznego, raczej to psychiczne. Wiele z tych cech może nam się przydać w życiu codziennym.

 
Umiejętność słuchania samego siebie – zarówno podczas treningów, jak i zawodów. A może czasami też warto się zatrzymać i posłuchać, co JA mam SOBIE do powiedzenia?

 
Świetna organizacja czasu – bo jak tu, pracując na cały etat, w różnych godzinach, także w weekendy znaleźć czas na trenowanie bądź co bądź trzech sportów? A przecież w treningu do triathlonu nie możemy zapomnieć o zakładkach i czasami trzeba odbyć dwa treningi w jeden dzień. Na dodatek wszędzie trąbią o tym, że stretching i joga zapobiegają kontuzjom i żeby nie zapomnieć o treningu wzmacniającym i siłowym. Tylko kiedy to wszystko zrobić? A znajomi, rodzina, pies? Cóż: dobra organizacja to podstawowa cecha każdego triathlonisty, śmiem twierdzić, że przede wszystkim amatora, który musi łączyć sport z pracą.

 
Rozłożenie sił – podobno maraton biegnie się głównie głową, a już po 30. kilometrze szczególnie. Coś w tym jest, bo z pięciu, które przebiegłam, jedynie na jednym nie zaliczyłam „ściany”. W triathlonie nie jest inaczej. I to na każdym dystansie – od sprintu do mitycznego Ironmana. Źle wystartujesz, źle rozłożysz siły, zbyt zmęczysz nogi na etapie rowerowym i końcówka może być ciężka. Przekonałam się o tym na moich pierwszych zawodach, kiedy jeszcze nie miałam szosówki tylko lekko przerobiony rower mtb. Chcąc utrzymać dobre tempo na etapie rowerowym, zdecydowanie przesadziłam. Bo co z tego, że minęłam niejedną szosę, skoro bieg przy 30 stopniach C okazał się potem mordęgą?

Przeczytaj również  #AmbasadorGOSport – Katarzyna Górniak: Dzięki treningowi uzupełniającemu poprawiłam życiówki

 
Umiejętność dokonywania dobrych wyborów i rezygnacji z przyjemności to kolejne cechy, które charakteryzują triathlonistę. Szczególnie jeśli pracuje też w weekendy. Niedawno koleżanka zapytała mnie, ile kosztują starty w triathlonach. Mimo że w porównaniu z tegorocznymi zawodami Ironman w Poznaniu opłata w wysokości około 200 zł za dystans olimpijski nie wydaje się być wygórowaną ceną, dla wielu jest ona i tak nie do przyjęcia. Komentarz znajomej był bezcenny: „Niektórzy w tym czasie siedzą na grillu, a Ty nie dość, że płacisz 200 zł, to jeszcze wydajesz je po to, żeby się zmęczyć”. Cóż… jak dla mnie chyba jednak warto, nawet jeśli nie jest łatwo później znaleźć wolny weekend na owego grilla (no bo przecież jeszcze Bike Challenge i zawody biegowe w kalendarzu!).

 
A skoro już o opłatach startowych mowa, to triathlonistę amatora cechuje chyba przede wszystkim oszczędność i zadziwiająca umiejętność obracania gotówką. Bo o ile pierwszy triathlon to często pożyczony sprzęt, a rower niekoniecznie szosowy, to jednak apetyt rośnie w miarę kolejnych startów! I tak w moim przypadku z roweru mtb zrobił się rower szosowy, trisuit już wybrany, a i nowe spd-y przydałyby się w tym roku. A to tylko część potrzeb. Do tego dochodzą opłaty za zawody, koszty wyjazdów i nie tylko. Należy tylko pamiętać, że to człowiek, a nie sprzęt płynie, pedałuje i biegnie, aby nie popaść w manię kupowania wszystkiego, co po przeczytaniu wpisów niektórych „profesjonalistów” wydaje się absolutnie niezbędne. Bo jakby na to nie patrzeć, dobrego triathlonistę musi cechować nie tylko zdrowie, ale i zdrowy rozsądek!

 

   

 
Paulina Łakoma / Go Sport Poznań Galeria Malta / Kierownik działu tekstylia

Comments

comments

Comments

comments